Kategorie: Wszystkie | DUCATI | LAVANDULA | NATURALNIE | PAPUTEK | PRACA | ROZMAITOŚCI | WYCIECZKI
RSS
piątek, 04 kwietnia 2014

ZAPRASZAM NA NOWĄ STRONĘ BLOGA

www.dalabuszek.pl

22:10, dalabuszek
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 marca 2014

  

      Znaleźliśmy prawdziwy, stary okręt podwodny. Zacumowany w nowoczesnym świecie, pośród błyszczących jachtów i motorówek wyglądał naprawdę imponująco. Czarny, groźny, jakby czas cały gotowy wyruszyć na scenę świata podwodnego by działać.

      Pierwszy wynalazca-entuzjasta, Korneliusz Drebbel zafascynowany możliwością pływania pod wodą odbył swoją dziewiczą podróż w roku 1623. Konstrukcja była napędzana przez dwunastu wioślarzy i w pełnym sukcesie przepłynęła wzdłuż Tamizy w Londynie. Swym wynalazkiem zwrócił uwagę kilku Władców, którzy szybko zapragnęli wykorzystać  jednostkę do celów wojennych. I odtąd świat się zmienił na zawsze. Ciekawe czy dziś Korneliusz byłby dumny ze swego wynalazku, czy postanowiłby go nie wymyślać....? :)

      I tak to już jest, że mali, nieznani w zaciszu swej wyobraźni, nie świadomie zmieniają koleje losu całego świata.

 

  

 

      Czasem się zastanawiam nad tym na ile moje poczynania zmieniają czyjeś losy. Codziennie podejmujemy jakieś decyzje, jakieś działania. Nie jesteśmy na tym świecie sami i wszystkie one mają wpływ na kogoś. Nawet telefon wykonany w danym momencie, który zatrzymał kogoś przez to o dwie minuty dłużej w domu, coś zmienia. Każdy mój ruch zmienia czyjś ruch. Moje słowo zmienia czyjąś myśl. Myśli zmieniają nasze wrażenia, dążenia i pragnienia, a to rodzi kolejne, zmienione już ruchy...... Więc warto się czasem przyjrzeć sobie samemu. Tak na spokojnie, wyważyć, ocenić....... Spojrzeć na siebie w życiu jak w odbiciu lustrzanym, uwaga ........co poniektórzy mogą się wystraszyć !

 

  


      Może nawet mały eksperyment, ....przy sposobności spotkania w gronie przyjaciół zostawcie włączony dyktafon i szybko o tym zapomnijcie :) i tak z parę razy, ....to dobra lekcja.

 

  

czwartek, 13 marca 2014

 

   Moja Mama Christina......

   Jechałam dzisiaj, w taki słoneczny dzień autem , przy akompaniamencie dobrej muzyki i myślałam o mojej Mamie. O tym ile mi dała. Ile mi dała tego o czym nie wiem. Ilu rzeczy się wyrzekła, ile nocy zamartwiała, jak zawsze o mnie myślała. Moja kochana Mama. Próbowałam sobie przypomnieć moment, w którym zrobiłaby mi coś po złości lub odmówiła pomocy. I go nie znalazłam. Nigdy, ......nigdy moja Mama nie zrobiła niczego przeciwko mnie, ani nikomu kogo znam.

   Moja Mama ma wielkie serce. Ma serce, w którym mieści tyle życzliwości i chęci do sprawiania, choćby małych radości, dnia każdego.

   Moja Mama jest silna. A najsilniejsza w dniach trudnych, które nie jednemu by uśmiech z twarzy zabrały i złość i mściwość tam umieściły. A ona jest dalej radosna.

   Moja Mama lubi marcepana.

   Moja Mama jest pracowita jak pszczółka i nigdy zmęczeniu nie daje za wygraną. Potrafi pół nocy tworzyć coś z niczego tylko po to by rankiem sprawić nam radość.

   Moja Mama jest piękna. Piękna duszą i ciałem. Robi tyle ciepła wokół siebie.

   Moja Mama widzi. Bo któż inny jak nie ona dostrzeże tyle piękna w przechadzającej się mrówce środkiem pokoju czy w kwiatku, który postanowił zagnieździć swe życie akurat w szparce między deskami. To Ona wykleiła sobie drzwi w piwnicy w motylki.

   Moja Mama jest twórcza. Zaprawy, które onegdaj kobietom umęczonym nieprzyjemnie zabierały sen z powiek, z jej rąk wychodzą jak dzieło sztuki. Za lat parę w każdym, szanującym się domu będą gościły Jej zaprawy.

   Moja Mama czasem ma bzika. Się wydurnia, przez pół godziny potrafi się dziwić "jak to ten gwiazdor wlazł i podrzucił prezent pod choinkę"....? Albo sobie kładzie coś na głowie i paraduje przez całe mieszkanie.

   Moja Mama nigdy nie doszukuje się problemików. No bo przecież każdą sytuację da się rozwiązać "w jakiś tam sposób" . I Ona go zawsze w spokoju i opanowaniu znajdzie.

   Moja Mama to prawdziwa Mama.

 

 

           

 

 

      WIĘC ŻYCZĘ CI DZIŚ, MAMUŚ MOJA, BYŚ KAŻDEGO DNIA BYŁA SZCZĘŚLIWSZA

 

 


wtorek, 04 marca 2014

 

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

 

 

 

  

piątek, 28 lutego 2014

 

       Tym razem LAWENDOWA dawka szczęścia dla naszych włosów :)

   Potrzebne nam składniki takie jak:

- Elastyna                        2g

- Keratyna                       5g

- All in one                       1,8g

- D-pantenol 75%             0,8g

- Hydrolat Lawendowy        90g

- FEOG                             1g

 

      Elastyna wykazuje dużą zdolność pobudzania wzrostu włosów, nadaje im miękkość, poprawia rozczesywalność. Hydrolizat białka keratyny zawiera wszystkie aminokwasy zawarte we włosach w postaci łatwoprzyswajalnej; wzmacnia, odbudowywuje strukturę włosów, nawilża i nadaje połysk oraz zdrowy wygląd. All in one - mieszanka witamin przeznaczona do pielęgnacji włosów oraz D-pantenol - środek nawilżający. O fantastycznych walorach Hydrolatu Lawendowego pisałam przy okazji postu na temat LAWENDOWEJ MGIEŁKI DO CIAŁA. No i FEOG, środek konserwujący, bez którego nasze serum byłoby przydatne do użycia przez około dwa tygodnie. Więc mamy wybór. Nie mniej produkt ten jest nie szkodliwy i przy tym skuteczny. Wykazuje właściwości zabójcze względem bakterii, grzybów i drożdży. Żaden ze składników mieszaniny FEOG nie jest tematem do dyskusji ze względu na działanie uczulające, rakotwórcze lub wywoływanie alergii.

 

  

 

      Po odważeniu odpowiednich ilości na precyzyjnej wadze, wszystkie składniki mieszamy jednocześnie, bardzo dokładnie.

 

  

 

      Serum nanosimy na świeżo umyte, wilgotne włosy i wcieramy w skórę głowy oraz po całej długości. Najwygodniej do tego celu jest użyć buteleczki z atomizerem.

 

  

 

      Nie ukrywam, że dotychczas byłam przeciwnikiem używania gotowych odżywek do włosów bez spłukiwania. Włosy były zawsze obciążone, szybciej się przetłuszczały i zdecydowanie traciły na blasku. Natomiast w tym serum jestem zakochana od pierwszego użycia ! W zasadzie, stosuje go już po każdym myciu głowy. Włosy są zdecydowanie bardziej miękkie i lekkie, lepiej się rozczesują, dłużej pozostają świeże, są pełne blasku, pięknie pachną i do tego z mycia na mycie są coraz zdrowsze :)

 

  

 

      Naprawdę warto....

 

 

  

środa, 26 lutego 2014

 

      STOP pączkom ! STOP faworkom ! Zaserwujmy na jutrzejszy TŁUSTY CZWARTEK coś wyjątkowego :)

 

      Do zrobienia ciasteczek potrzebujemy:

- 250g masła

- 90g cukru pudru

- 350g mąki

- 1 jajko

- 2 łyżki suszonej lawendy

 

      Ja oczywiście użyłam przez siebie ususzonej lawendy, która zakradła się w kolejny wymiar mojego życia, tym razem do kuchni, .....i chyba już jej stąd nie wygonię. Są naprawdę przepyszne, a lawendowa goryczka, zdecydowanie wyczuwalna w smaku, dostarcza naprawdę oryginalnych doznań :) A przy tym ciasteczka są bardzo proste i szybkie w wykonaniu.

 

  

 

      Zaczynamy od odmierzenia składników. Wpierw mieszam mąkę z cukrem pudrem i lawendą.

 

  

 

      Następnie przygotowuje masło (najlepiej mocno schłodzone) i jajko.

 

  

 

      Mieszam wszystko razem i siekam na drobne kawałki.

 

  

 

      Następnie zagniatam i formuję kulę, którą schładzam w lodówce około 20 minut.

 

  

 

      Po rozwałkowaniu, wykrawam kształty. Przez moment myślałam nawet o Łosiu, ale jakoś nie bardzo miał ochotę, leniwie stwierdził, że to nie Święta :)

 

  

 

      Ciasteczka piekę około 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni.

 

  

 

      Uwodzą smakiem, zapachem i wyglądem.....

 

  

 

 

  

 

      Mój mąż dostał zapakowane w czerwone pudełeczko, ....trzyma je teraz na szafce koło łóżka, patrzy i nie je, ......bo twierdzi, że ma mało !!!! Nie pomagają nawet moje krzyki, płacze, lamenty i obietnice, że zrobię więcej ....!! A gdy mnie przyłapał na podjadaniu pozostałych połamańców, powiedział:

- nie mogę patrzeć jak się świadomie tuczysz !!!!!

      Taki mąż.

      Ale mu wybaczam, jego psychika jest bardzo mocno zachwiana poprzez strach i lęk przed tym, że LAWENDOWE CIASTECZKA mogą się skończyć :))


 

 

wtorek, 25 lutego 2014

 

       Każda mała dziewczynka marzy o tym "Kim będzie jak będzie duża"..... Każda wbrew temu jakie życie ją otacza żyje w swoim wyimaginowanym świecie. Widzi siebie jako księżniczkę w pięknych sukienkach, w pięknym małym dworku, z gromadką pięknych, rumianych dzieciaczków i pięknym mężem u boku. Dom jest zawsze pełen świeżych, pachnących kwiatów, sukienki nigdy się nie brudzą, dzieci nigdy nie rozrabiają, a mąż zawsze uśmiechnięty, gotowy na spełnianie wszystkich jej zachcianek....... Obrazy te są wolne od złości, krzyku, bólu, choroby, pracy, pieniądza...... A potem mija kolejny rok z życia takiej dziewczynki, ...i kolejny i kolejny. I obraz zaczyna się jakby lekko zabrudzać, ......robi się cięższy i mniej kolorowy...... Okazuje się, że sukienki trzeba prać i prasować..... Pojawia się mąż, któremu świat młodzieńczych marzeń też się zmienił i już nie zawsze jest uśmiechnięty..... Okazuje się, że dzieci trzeba czasem nakarmić...... Dachówki w zamku wymienić..... 

       Podglądałam ostatnio takie małe dziewczynki na sesji zdjęciowej. Były takie radosne i podekscytowane tym dniem. W pięknych sukienkach, fryzurach i makijażach. Rozsiadały się w starych karocach i dumnie pozowały.... Wyglądały jak księżniczki ze swych marzeń.....

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

środa, 19 lutego 2014

 

 

     

   JA I MOJA DYSORTOGRAFIA, ŻYJEMY W IDEALNYM ZWIĄZKU OD URODZENIA. NASZA SYMBIOZA ( ZJAWISKO ŚCISŁEGO WSPÓŁŻYCIA, KTÓRE PRZYNOSI KORZYŚĆ KAŻDEJ ZE STRON) JEST GODNA PODZIWU I POWINNA BYĆ NAŚLADOWANA PRZEZ INNYCH PRZEDSTAWICIELI NASZEGO GATUNKU.

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

      WIĘC PROSZĘ SIĘ WIĘCEJ NIE ŚMIAĆ DO ROZPUKU Z BŁĘDÓW ORTOGRAFICZNYCH W MOICH TEKSTACH, .....UMÓWMY SIĘ IŻ SĄ ONE MOIM PREZENTEM DLA WAS :))

 

  

wtorek, 18 lutego 2014

 

       CZARNE MYDŁO BABUSZKI AGAFII

 

     Pierwszy raz zmarłam gdy zobaczyłam skład. Potem ożyłam i zaczęłam go używać. I wtedy zmarłam po raz drugi :)

      EFEKT POWALIŁ MNIE NA KOLANA !! Pieni się jak fale na morzu przy sztormie; Pachnie jak perfumu galon; Włosy po umyciu lśnią jak słońca promień; Rozczesują się nieziemsko gładko ; I do tego są tak odżywione, że można je trzy razy dziennie traktować suszarką i prostownicą i żelazkiem .....i nic im nie będzie :))))))))))

 

  

 

     

    
NAPARY ZIOŁOWE:

  • Uczep Trójlistny (Bidens Tripartita) ma wysokie właściwości lecznicze, przeciwzapalne.
  • Krwawnik (Achillea Millefolium) jest używany do leczenia skóry wrażliwej.
  • Pokrzywa (Urtica Dioica) zioło najbardziej bogate w szereg witamin niezbędnych dla włosów i skóry.
  • Rumianek (Chamomilla recutita), oczyszcza, zmiękcza i wygładza skórę.
  • Szałwia (Salvia officinalis), tonizuje i ujędrnia skórę, niweluje wypadanie włosów.
  • Glistnik (Chelidonium Majus) ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnioną skórę
  • Melisa (Melissa officinalis), intensywnie odżywia i uelastycznia skórę, nadając jej zdrowy, zadbany wygląd.
  • Miodunka (Officinalis Pulmonaria) pomaga wzmocnić cebulki włosów.


WYCIĄGI:

  • Żywica sosnowa (Pinus Silvestris) wykazuje działanie antyseptyczne, uspokajające, odżywcze i ujędrniające zarówno dla skóry głowy jak i włosów.
  • Niedźwiedzie ucho (mącznica lekarska) (Arctostaphylos Uva-Ursi) jest naturalnym środkiem antyseptycznym.
  • Krzyżownica syberyjska (Polygala Sibirica) wygładza strukture włosów, nadając im zdrowy wygląd od cebulek aż po same końce.
  • Oman wielki (Inula Helenium) nazwa zioła mówiąca o jego dziewięciu zdolnościach do dbania o urodę. Trzy najważniejsze to: oczyszcza pory, delikatnie wybiela i wygładza skórę.
  • Szyszki olchy (Alnus Glutinosa Cone) normalizują pracę gruczołów łojowych, zatrzymują wypadanie włosów i zapobiegają powstawaniu łupieżu.
  • Złoty Korzeń (Rhodiola rosea) ma wygładzający wpływ na skórę, oczyszcza i leczy ją.
  • Mech dębowy (Evernia prunastri) ma właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne. Jest źródłem przyjemnym zapachu.
  • Brodaczka (Usnea Barbata) to naturalny antybiotyk, ma detoksykujący wpływ na skórę i włosy.
  • Świerk syberyjski (Picea Sibirica) wzmacnia włosy dodając im zdrowego blasku.
  • Szczodrak krokoszowaty (Rhaponticum carthamoides) przywraca włosom witalność.
  • Korzeń prawoślazu (Officinalis Altaea) zmniejsza stan zapalny, jest naturalnym środkiem antyseptycznym.
  • Biały korzeń myjący, czerwony korzeń myjący i korzeń lukrecji (Saponaria Alba Officinalis, Saponaria Rubra Officinalis, Glycyrrhiza glabra) zawierają naturalne saponiny, środki pieniące, które miękko i delikatnie oczyszczają skórę i włosy.


OLEJKI:

  • Cedrowy olej (Cedrus Deodar) łagodzi podrażnienia, wspomaga szybkie gojenie się ran. Wzmacnia włosy i zapobiega wypadaniu włosów.
  • Dahurski olej sojowy i olej lniany (sojowy Davurica, Linum Usitassimum) z powodu wysokiej zawartości witaminy E wpływają na aktywną regenerację komórek skóry i włosów.
  • Ałtajski olej z rokitnika (Hippophae Rharrmoides Altaica) zapewnia uzdrowienie i odżywienie, wykazuje działanie odmładzające.
  • Olej jodły pospolitej (Abies Siberica) wygładza i napina zmęczoną skórę, ma działanie dezynfekujące.
  • Olej z amarantusa (Amaranthus caudatus) ma działanie odmładzające, wygładza i napina skórę.
  • Olej łopianowy (Arcticum Lappa) odżywia i wzmacnia cebulki włosów, zapobiega wypadaniu włosów i zmniejsza ryzyko powstawania łupieżu.
  • Olejek z dzikiej róży (Rosa Canina Oil) odnawia komórki, odżywia i wygładza skórę, czyniąc ją bardziej elastyczną.
  • Olej z jałowca pospilitego (Juniperus communis) jest naturalnym środkiem antyseptycznym, odżywia i nawilża skórę, ma delikatny słodki zapach.


NATURALNE SUBSTANCJE AKTYWNE:

  • Dziegieć (Tar) tradycyjny środek ludowy na łupież.
  • Wosk górski - ałtajski (Ozokeryt) chroni skórę i włosy przed wysuszeniem i chroni je przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych.
  • Pyłek kwiatowy (Glikol propylenowy ambrosioides Chenopodium) substancja, która stymuluje wzrost nowych komórek.
  • Czaga brzozowa (Inonotus obliquus) Tonizuje skórę, ma działanie przeciwbakteryjne.
  • Modrzew syberyjski (Larix sibirica) delikatnie wybiela skórę.
  • Kamień oliwny (Petrolium Destylaty) ma wygładzające i antyseptyczne działanie na skórę.

 

 

      No i jak.....? Prawda, że można umrzeć z wrażenia..... ?

 

      W łazience mamy taaakie wielkie lustro, przed którym razem myjemy zęby. Pewnego ranka, mój mąż podczas porannej toalety tak stoi, przygląda się nam obojgu i powiada:

- Taki jestem odżywiony po tym mydle, że się nawet czesać nie muszę, .....ale Ty to chyba go za mało użyłaś :)))))))

     

  

 



sobota, 15 lutego 2014

 

     CAFE RACER - ponawiercane gdzie się da, dla zmniejszenia wagi, odarte ze wszystkiego co zbędne według ich właścicieli, którym przyświecał jeden cel: osiągnąć jak największą prędkość swoim odchudzonym motocyklem. Szczytem marzeń było osiągnąć "Ton Up", czyli magiczną w latach 1950-1960 prędkość 100mil/h (Nie było łatwo. Asfalt był brudny od wyciekającego oleju, opony słabsze, zawieszenia nędzne). Charakterystyczne wydłużone baki z wgłębieniami na kolana; krótkie, twarde ławeczki zamiast kanapy kierowcy zakończone tzw. "zadupkiem";opuszczona w dół kierownica i cofnięte podnóżki pozwalające kierowcy przyjąć leżącą -aerodynamiczną- pozycję w czasie jazdy. Oczywiście puste wydechy i czasami charakterystyczne owiewki przednie, tzw. "jajo".

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

         Częstym zjawiskiem były nielegalne wyścigi, organizowane z pomocą szafy grającej nazywane „Record-racing".Gdy Rockersi siedzieli w barze jeden z gości wrzucał monetę do szafy grającej, nastawiał płytę i gdy melodia zaczęła płynąć, wszyscy z impetem wybiegali na zewnątrz i dosiadając motocykli ścigali się do wybranego miejsca tak, aby zdążyć z powrotem przed końcem piosenki. Wszystko oczywiście odbywało się w normalnym ruchu ulicznym. Jako że kawałki trwały wtedy około 2min, a Rockersi pokonywali dystans ok. 4.5 km, była to jazda na złamanie karku. Owa rywalizacja zbierała swoje żniwo, lecz udowodnienie innym męstwa było dla nich ważniejsze niż życie. Właśnie od tych wyścigów z kafejki do kafejki, pochodzi termin „Cafe Racer”. Kultową knajpą pozostaje Ace Cafe w Londynie. Od lat 50-tych oświetlona neonem, otwarta całą dobę, przy ruchliwej ulicy stała się ulubionym miejscem spotkań młodych, gniewnych motocyklistów chcących spędzić czas z podobnymi sobie przy rock'n'rollu i piwku. Istnieje z przerwami do dnia dzisiejszego,a owiana legendą i zapachem benzyny znajduje naśladowców na całym świecie. Także w Wieze.

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

środa, 12 lutego 2014

 

       Tak dziś szaro i buro na dworze, że aż się prosi by zrobić coś dla ciała i zmysłów. Więc miast gnać na wyprawę po kolejną parę butów, które jedynie o ból głowy nas przyprawić mogą (no bo z portfela ubyło; przed mężem trzeba się ukrywać, by rzec późniejszym czasem, że to stare przecież; no i te korki, auta gdzie zaparkować by nie było; i żal, że tyle czasu zmarnowanego, bo i tak po pierwsze wróciliśmy; no.....), proponuje LAWENDOWE SERCA KĄPIELOWE ....... Czas przygotowania to jakieś 15 minut, a czas tężenia około 1 godziny, którą można wykorzystać na chwilę jogi, zaparzenie herbaty, wybranie książki do czytania, ......i napuszczenie wody do wanny. ........A RESZTA RODZINY NIECH SIEDZI I CZEKA !!! MĘŻCZYŹNIE TEŻ SIĘ COŚ OD ŻYCIA NALEŻY !!!!!      (taki żarcik :))))

 

  

 

          LAWENDOWE SERCA KĄPIELOWE

 

   - olejek lawendowy                                   15 kropel

   - rafinowane masło SHEA                          120 gram

   - sól z morza martwego                             łyżka

   - miód                                                      30 gram

   - suszona lawenda                                    15 gram

   - foremki silikonowe na czekoladki

 

       Miód można delikatnie podgrzać i wymieszać z suszem lawendowym (miód od naszych pszczółek, a lawenda z naszych zbiorów zeszłorocznych).

 

  

 

      W kąpieli wodnej rozpuścić masło shea, do którego (gdy lekko przestygnie) dodać olejek lawendowy.

 

  

 

      Całość trzeba wymieszać i przelać do foremek, do których uprzednio wsypałam na dno po sporej szczypcie soli, naturalnej z morza martwego. Foremki dla szybszego stężenia można wstawić do lodówki (mój mąż PRZEZ TYDZIEŃ się wyzywał, że mu kiełbasa lawendą smakuje :)). Ale potem gdy mu serduszko do wanny wrzuciłam to się PRZEZ TYDZIEŃ cieszył jak dziecko :)

 

  

 

      Serduszka są tak treściwe, iż na kąpiel w zupełności jedno wystarczy. Masełko SHEA działa nawilżająco, zmiękczająco na skórę, kojąco i przeciwzmarszczkowo. MIÓD odżywczo i regenerująco (a czy wiecie, że pszczoły by znieść do ula 1kg miodu muszą 4 miliony razy przysiąść na kwiatkach; i że jedna pszczoła w ciągu całego swojego życia produkuje 1 łyżeczkę miodu ! a niby takie pracowite ! :)). SÓL MORSKA, która co prawda nie zastąpi nam dobroczynnych wartości kąpieli w morzu (które zawiera prawie wszystkie pierwiastki chemiczne występujące na ziemi), ale zawsze to już coś. No i OLEJEK LAWENDOWY, o którym można by powieść napisać, ....ale to już kiedy indziej :)

      Szkoda tylko, że nie mogę Wam przekazać zapachu, ...choćby namiastki, ....zniewalający :)

 

 

wtorek, 11 lutego 2014

 

      Za każdym razem ktoś nowy czeka na nas na plaży....:)

 

  

 

     Kolejny człowiek morza..... jak byłam mała (bardzo mała) głęboko wierzyłam w to, że tam, głęboko w morzu, toczy się drugie życie nas - ludzi. Ja wiem, że zapewne inspiracją do tych wyobrażeń były bajki, ale to była tylko iskra, która zapalała nie wyobrażalne pokłady mojej dziecięcej wyobraźni. I wierzyłam w to, że morze nigdy się nie kończy. I wierzyłam w to, że jak jest nade mną chmurka, z której pada deszcz, to wszyscy na całym świecie mają nie - TAKĄ samą, ale TĄ samą. I w bociany też wierzyłam. I w Boga i w to, że pójdę do nieba też :). I wierzyłam w to, że  zupa pomidorowa jest z pomidorów :)  Nooooo, bo to trzeba wierzyć, a nie marzyć :)))

 

  

 

       WYSŁALIŚMY TROCHĘ DOBRYCH ŻYCZEŃ W PRZESTRZEŃ, ....MOŻE TAM KTOŚ, PO DRUGIEJ STRONIE CHOĆ CZĘŚĆ Z NICH WYŁAPIE, ....MOŻE JE ZATRZYMA, ....MOŻE JE WYŚLE DALEJ.......

 

  

 

 

  

 

      "Nasze" Morze Północne połączone z Atlantykiem oddycha 6,5 godzinnym rytmem w górę i w dół. Czyli na dobę występuje dwa razy przypływ i dwa razy odpływ. W Bałtyku i Morzu Śródziemnym różnica pomiędzy przypływem i odpływem wynosi maksymalnie 30cm, więc jest praktycznie nie zauważalna. Na wybrzeżu Morza Północnego w Holandii 1,5-2 metry, ale w Belgii już 4 !! Różnice poziomu mórz są duże i gdy na pełnym oceanie będą wynosić około 1 metra to szczególnie w zatokach i ujściach rzek różnice mogą być wielkie, jak np. w zatoce Fundy (w Kanadzie) różnica poziomów wynosi aż 18 metrów !! A woda wdziera się z prędkością 65 metrów na minutę......

      Więc po sześciu i pół godzinach wybraliśmy się sprawdzić czy to prawda co w internecie jest napisane..... TAK, TO PRAWDA NAJPRAWDZIWSZA :)) A to chyba jeszcze nie był punkt kulminacyjny, ale to już sprawdzimy latem, siedząc na plaży caaaały dzień....

 

  

 

      choć Seba próbował się już dziś opalać :)

 

  

 

  

 

 

  

  

 

  

czwartek, 06 lutego 2014

 

 

      Definicja szczęścia......

      Wyobraźmy sobie, że jesteśmy ślimakiem .....z wielkim, ogroooomnym domem na plecach. I tylko w środku tego domu możemy pomieścić  wszystko co w życiu mamy.   Nasze emocje, uczucia, myśli, marzenia i pragnienia.   Nasze szczęście, złość i miłość.   Naszą przyjaźń, bojaźń, zmysły i wymysły.   Nasze domy, samochody, buty, kapelusze i fundusze.   Babcię, dziadka, traktory i motory.   Komputery, odkurzacze i ślizgacze.   Wanny, łóżka, poduszeczki.   Łyżki, noże i szklaneczki.   Dumę, złości i zazdrości, pożądanie i oddanie.....  

      Pomyślmy o tym wszystkim co mamy,     .....a zaraz potem schowajmy do naszego domku na plecach tylko to co sprawi, że będzie nam lekko, miło i radośnie,   co nie ciąży, nie przeszkadza,  myśli zbędnie nie zabiera   ...i postanówmy, że od dziś tylko to dźwigamy na naszych plecach.

      Ja wiem!, trzeba by było w drzwiach owego domku zamontować taką pikawkę, sygnalizator, jak na bramkach w supermarketach,    ....który by nam odpędzał nie proszonych gości, którzy ukraść wolną przestrzeń chcieli :


-o nie! Pana ZŁOŚCI nie wpuszczamy!!

-Pani DUMA też nie wchodzi!!

-i tych butów par piętnastych też nie chcemy, nie dźwigamy!!                                                                                                                            

      Dziś na "statek" TYLKO SZCZĘŚCIE zabieramy.......... :):):):)

 

      Więc ja w mój domek na plecach zapakowałam dziś jedynie męża i trochę szczęścia :)))) i proszę co mnie na plaży spotkało :

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

     

 


wtorek, 04 lutego 2014

  

   NATURALNIE....., zapraszam do mojego nowego świata, .....pełnego spokoju, kolorów i zapachów, a wszystko to w naturalnej nucie życia....

 

      LAWENDOWA MGIEŁKA DO CIAŁA

 

   - woda lawendowa                    34ml

   - woda różana                          10ml

   - olejek lawendowy                   4 kr

   - olej z pestek arbuza                2ml

   - frakcjonowany olej kokosowy   4ml

   - buteleczka z atomizerem         50ml

   - zlewka i bagietka

 

  

 

    Odmierzam w zlewce HYDROLATY, czyli wody uzyskane na zasadzie destylacji kwiatków z parą wodną. Dla przykładu HYDROLAT LAWENDOWY jest najbardziej uniwersalnym HYDROLATEM polecanym do każdego typu cery, zarówno tłustej, trądzikowej, suchej i dojrzałej, a także do skóry delikatnej i zniszczonej. Działa łagodząco, gojąco, antyoksydacyjnie, regenerująco i antyseptycznie. Do skóry podrażnionej po goleniu, depilacji i opalaniu oraz jako płyn wzmacniający włosy, łagodzący stany zapalne skóry głowy i chroniący włosy przed płowieniem i zniszczeniem. Ze względu na swój zapach wpływa relaksacyjnie i rewitalizacyjnie na cały organizm, dlatego szczególnie polecany jest do stosowania podczas wieczornej toalety, tuż przed snem.

 

  

 

      Następnie dodaje oleje, które nie bardzo chcą nam się wymieszać z wodą, więc należy pamiętać by gotowy produkt przed użyciem wstrząsnąć.

 

  

 

   Przelewamy do buteleczki z atomizerem, i już :) używamy, cieszymy się, pięknie pachniemy i regenerujemy w mgnieniu oka :)

 

  

 

   No więc mój pierwszy naturalny kosmetyk gotowy..... Na początek bardzo prosty. Bukiecik i susz w woreczku jest z mojej lawendowej plantacyjki.

   .......dobrze mi w tym świecie. Praca przy tym kosmetyku i zdjęciach były jak medytacja, ....i nie wiem czy mgiełka, która powstała nie jest bardziej kojąca dla duszy niż ciała.....

 

    A teraz czas przyznać się do popełnionych grzechów.... otóż na zdjęciach jest organiczny olej kokosowy, w pudełeczku, w kremie...., a użyty został płynny, frakcjonowany olej kokosowy.... Ale o tym, że w tych emocjach przygotowałam do zdjęć nie ten preparat zorientowałam się dopiero podczas próby wymieszania kremu z wodą..... Oczywiście można połączyć fazę wodną z fazą olejową przy użyciu kąpieli wodnej, ale o tym będę opowiadać przy tworzeniu bardziej wyrafinowanych kosmetyków :) Wybaczcie mi to proszę i nie przekuwajcie tego na mniejsze zaufanie do tego co robię, a raczej bądźcie pewni, że teraz uwaga moja będzie po stokroć większa :)

 


 

niedziela, 02 lutego 2014

 

   Wszyscy wstali tego ranka, każdy w świecie swoim.   Kolorowym,   czarno białym,   pełnym,   pustym,   szczęśliwym,   smutnym..... jakże różnym. Każdy wstaje z myślą jakąś.... Zaplątany, uwikłany w życie swoje. Każdy z nadzieją na ciąg dalszy, lepszy, jaśniejszy i pełniejszy......

   Stanąć, zatrzymać się, uśmiechnąć    .....i zrobić sobie fajny dzień :)

 

  

 

   My wyruszyliśmy dzisiejszego poranka sprawdzić, co też morze zechciało wyrzucić nam pod nogi...

 

  

 

    Po odpływie, podczas którego plaża poszerza się o około 200m, pełno tu skarbów. A najwięcej wielkich krabów, które mają tylko chwilę na odwet. A jak im się nie uda, ....to już czeka cała banda białych sępów, mew, które w jednej chwili rozszarpują je na kawałki.... I całą plażę spowijają krabie strzępy...

 

  

 

 

  

 

 Nasz został uratowany, wyniesiony na głęboką wodę. Pewnie do teraz opowiada kumplom jakie to szczęście go dziś spotkało.

 

  

 

   No to czas wracać na śniadanie, ....jajka w koszulkach podane na sałacie, specjalność mojego mężulinka :)

 

  

wtorek, 21 stycznia 2014

 

       W związku z tym iż aura na zewnątrz postanowiła w dalszym ciągu ze sobą nic nie robić, my postanowiliśmy jednak ze sobą COŚ zrobić. Pierwszy plan był taki by przelecieć się na Bahama, potem zachciało nam się Kuby, a gdy już się prawie skończyło na awanturze rodzinnej podczas wyboru pomiędzy Kolorado, a Helsinkami poszliśmy na kompromis - AQUATOPIA w Antwerpii.

 

  

 

      Choć jak widać mężu mojemu emocje poranne jeszcze nie opadły...... Patrzę i sama nie wierzę, że takiego wariata w domu trzymam :)) W zasadzie to sama nie wiem co bardziej budzi moje zdziwienie..... to, że go trzymam, ....czy to, że jak puszczam to nie ucieka :)))))

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

      Nooooo, a zaraz potem były rekiny, delfiny, żółwie i różne inne olbrzymy pływające nad naszymi głowami i wszędzie na około, ........nooooo, ale jakby akumulator się rozładował w aparacie, .......DO JASNEJ, CIASNEJ CHOLERY !!!!!!!!!!

 


poniedziałek, 20 stycznia 2014

 

    Tak dziś szaro, ...tak dziś smutno..... Świat się rozpłakał, wiatr chmury opętał, .....i wszystko zamarło po cichu. Taki dzień. Wiem. Tylko mu się poddać i cierpliwie ranka czekać. A on da nowe, czyste spojrzenie. Rozpędzi się siłą nową i o wczoraj pamiętać już nie będzie....

 

   Wsadzam więc nosa w ostatnie lato. W sokoliki, moje piękne sokoliki :)

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

   No i od razu mi lepiej :) To magiczne miejsce, i jak się okazuje wcale nie trzeba tam się znaleźć by magię tę poczuć, wystarczy je sobie mocno wyobrazić..... nawet zaczynam czuć zapach :)

   mokro-leśny zapach zimnej wody polany na rozgrzaną słońcem skałę :), tak, właśnie tak go sobie wyobrażam :)

 

   

   

sobota, 18 stycznia 2014

 

      Znaleziony przez nas wczorajszego wieczoru, na plaży morza północnego, ......podczas odpływu

 

  

 

 

  

 

 

  

 

      Siedzący, milczący, .....z twarzą ukrytą w tylko sobie znanym świecie.

  

wtorek, 14 stycznia 2014

 

    ...OPOWIEM OBRAZAMI

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

   ...I ŻEBY NIE BYŁO, ŻE MNIE TAM NIE BYŁO :)

 

 

  

 

 

  

 

  

niedziela, 15 grudnia 2013

 

     Pomimo tego iż nie żyje w duchu wiary chrześcijańskiej mam wielkie uwielbienie dla tej całej Świątecznej otoczki wydarzającej się przy okazji Świąt Bożego Narodzenia. Już wczesnym listopadem rozsiewam po domu zapach pieczonych pierników, cieszę się na myśl o choince, potajemnie wyszukuje prezenty dla najbliższych, każdego ranka wyżeram czekoladki z kalendarza adwentowego, dekoruje dom lampkami i milionem innych głupotek ......i nie mogę doczekać się GWIAZDORA :))))

   No i uwielbiam jarmarki świąteczne, cudnie pachnące, roześmiane i kolorowe. Skupiające wszystkich mieszkańców i nie-mieszkańców, tuptających w takt melodii świątecznych, rozgrzewających zmarznięte dłonie o steropianowe kubeczki, pełne gorącego, aromatycznego wina.....

   Tydzień temu odwiedziliśmy takie miejsce w Antwerpii, a wczorajszego wieczoru wybraliśmy się do Brukseli.

 

  

 

 

   W takim miejscu bez jazdy na karuzeli i popijania grzanego wina wystarczająco kręci się już w głowie od zapachów, kolorów, światełek i gwaru :))

 

 

  

 

   Około 200 drewnianych kramików, a w każdym z nich skarby , więc my z Patrycją za przykładem naszego, dobrego kolegi rozrzucałyśmy wdzięcznie wkoło jedynie : wow, .....wowwwww, ....wwwow :)

 

  

  

  

  

  

 

    Widok z drugiej strony, w dole mąż z kubeczkami naszego winka, które można znaleźć w co trzeciej budce. Reszta ekipy co chwila nam się gubiła w tym tłumie, ale wracali, jak bumerang :))

   Tutaj jeszcze nie wiem, że diabeł po raz kolejny powiedzie mnie na swe pokuszenie i WSIĄDE NA TEN CHOLERNY DIABELSKI MŁYN !!!!!!!!!

 

  

 

   I już w kolejce do wagonika wiem, że to nie był dobry pomysł ! 50 metrów wysokości ! I na dodatek, gdy wsiadamy słyszę z ust mojego męża sakramentalne: ten wagonik to jest jakoś wyjątkowo zardzewiały !!!!!!!

  

  

 

  

 

   Ja oczywiście siedzę sparaliżowana przez czas cały, kurczowo trzymając się za wszystko Seby....... Natomiast reszty towarzystwa nie szło uspokoić, chłopaki wstawali, wychylali się, bujali...... WARIACI :)

   Ale widok zapierał wszystkim dech, było widać niemal całą Brukselę mieniącą się w milionach kolorowych światełek.....

 

  

 

   Zaczarowane miejsce......, ale ja już bardzo chcę do domu, do Polski..... jeszcze tylko pięć dni :) Jesteśmy od pół roku bez zjazdu do bazy :)

 

    A gdy już wracaliśmy usłyszałam od męża:

-Kochanie zobacz, ktoś postawił TOBIE I PAPUTKOWI POMNIK.........

 

  

wtorek, 10 grudnia 2013

  WPIS NAPISANY PRZED ZNIKNIĘCIEM PAPUTKA...

 

   Wchodzi powoli, ostentacyjnie do łazienki........ rozgląda się, wlatuje na wannę, zlatuje pod kran, ........odddwrrraca się w moją stronę i się lampi :) stoi i się lampi na mnie, .......a ja już wiem, będziemy myć głowę !, ale skąd on to wie?, nauczył się dni tygodnia?, policzył, że dziś musi być wtorek lub sobota?, a może patrzy na moje włosy i próbuje mi delikatnie zasugerować, że to już czas ?!! Nie wiem, ....ale on wie na pewno :)

   Oczywiście nie odpuści sobie przy okazji, gdy już woda leci z kranu (jeszcze nie nauczył się sam odkręcać)  umyć i swoją piękną główkę..... Bardzo lubi gdy mu się prawi komplementy, ....że ładnie wyglądasz, .....że ładnie pachniesz, .....że dziś wyjątkowo ładnie układa się Ci fryzura, ....i takie tam jeszcze różne :)

       TYPOWY LALUŚ

 

  

 

  

 

  

niedziela, 08 grudnia 2013

 

   No więc i nadszedł w końcu ten dzień.... kolejna pora roku, która czym innym nas zachwyca... Tym razem, w porannych promykach słońca, pierwszym przymrozkiem lawendę naszą okryła.

   Było naprawdę pięknie......

  

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

   Lawendkę wystawiliśmy na ostatnią próbę. Zima, mróz, wiatr..... Celowo nie okrywamy ją żadną puchową kołderką, zobaczymy na wiosnę. Najlepiej stałoby się gdyby już za moment spadł śnieg, tak z pół metra, ....albo ze dwa metry :), wtedy pewnikiem by nie zmarzła. Nie dobrze stanie się gdy nadejdą ostre mrozy, bez śniegu i do tego wiatr..... Ale ja jestem dobrej myśli, przeprowadziłyśmy poważną rozmowę tego ranka .......i obiecala obudzić się na wiosnę cała i zdrowa :)

   więc śpij...... w leniwym letargu wiosny czekaj i do zobaczenia :)

 


sobota, 07 grudnia 2013

 

   Czy my się przypadkiem nie ścigamy całe życie, ....my ludzie? Ze wszystkim, wszystkimi i o wszystko? Niby to dobrze, motywuje, napędza nas...., ale jak zaczyna przeradzać się w stan chorobliwy to już nie dobrze :) Więc może by tak przestać się nakręcać, .....zwolnić, ....rozejrzeć się, ....posłuchać, .....pogłaskać i tak pomalutku, spacerkiem przez życie :))

   No chyba, że ma się wariata w domu ......to gorzej :))

 

  

   

    wygrałam, wiadomo - czerwony szybszy :)))

 

 

    No więc Antwerpia, samo centrum, piękna, słoneczna niedziela i na dokładkę Mistrzostwa Świata w Trialu.

   Trial enduro- konkurencja sportowa, uchodząca za najbardziej widowiskową ze wszystkich konkurencji kolarskich (w życiu bym nie powiedziała, że te małpie skoki to rodzaj kolarstwa :) ), w której najważniejsza jest pełna kontrola nad rowerem oraz równowaga.

  Dla mnie to co chłopaki wyczyniają na tych rowerach to prawdziwy MEKSYK !! Przekraczają wszelkie, możliwe granice.... Przy czym, w swym skupieniu i opanowaniu, wyglądają tak jakby nie sprawiało im to szczególnej trudności. Wręcz baletnice w kaskach :). Naprawdę zapierało mi dech :))

 

  

 

 

  

 


wtorek, 03 grudnia 2013

 

      Jakby się tak schować...., zniknąć, .....a zaraz potem stworzyć na nowo, ale już inaczej..... Jakby się tak rozebrać z życia całego  i poszukać sobie nowego, świeżego, ....jasnością pachnącego.... na chwilkę malutką, tylko po to by już po chwili zatęsknić, zapragnąć i docenić..... sił nabrać i przeć bardziej i twardziej, szybciej, radośniej ......i mocniej

 

  

 

  

 

  

 

 

 

środa, 27 listopada 2013

 rok 2009

   Nie znam znaczenia słowa: NUDA, NUDZI MI SIĘ, ALE NUDNO, NUDY...... Jest tyle pomysłów na spędzanie wolnego czasu.... A jeśli ktoś mi mówi, że nie ma czasu na zabawę w swoim życiu, ...to ja wiem, że on nie wie, że go ma...... sztuka go dobrze poszukać, zamienić coś na coś, lub zrezygnować z masy zbędnych i bez owocnych zajęć i zamienić je na czas wolny, a czas wolny przeobrazić w świetną zabawę.... PROSTE ? PROSTE !

   My postanowiliśmy zabawić się w wojnę, w zdobywanie bazy, flagi, odbijanie zakładników..... Zainwestowaliśmy po 24 złote na karabiny, wraz z ogromnym zapasem kulek, oraz po 5 złoty na okulary ochronne. No i jeszcze po ileś tam złoty na jakieś tam pifko :))

 

  

 

  
    Pojechaliśmy drogą z Nowogrodu Bobrzańskiego w stronę Lubska. Po chwili pokazały się betonowe drogi, które prowadzą w głąb lasu. A tam odnajdujemy nasze betonowe miasto..... To właśnie tutaj, w 1939 roku zaczęła się budowa fabryki amunicji Dynamit Actien-Gesellschaft (wcześniej Alfred Nobel & Co.), jednej z największych fabryk amunicji na świecie okresu II wojny światowej. Cały teren fabryki DAG zajmuje około 35 kilometrów kwadratowych powierzchni, na której znajdowało się blisko 1000 różnych obiektów, które w czasie wojny były okryte całkowitą tajemnicą. Aby uniknąć zdemaskowania fabryki z powietrza, na dachach budynków były zasiewane trawy, krzewy oraz drzewa które rosną do dnia dzisiejszego.

 

  

 

   Dzielimy się na dwa zespoły, rozdzielamy broń i amunicję, ustalamy wszystkie zasady, w zespołach omawiamy strategię i szczegóły operacji, ......I RUSZAMY !!!!

 

  

 

    Ruszamy, ....a w zasadzie nacieramy, BIEGNĄC, KRZYCZĄC, SKRADAJĄC SIĘ, ....DRŻĄCY, UWAŻNI I PRZEJĘCI !!! WOLA PRZETRWANIA WYZWALA W NAS TAKĄ ILOŚĆ ADRENALINY, ŻE IDZIEMY W BOJU NA ŚMIERĆ I ŻYCIE !!!!! SKOŃCZYŁY SIĘ PRZYJAŹNIE, WIĘZY RODZINNE I MIŁOSNE !!! PRZECIWNIK TO NASZ WRÓG !!!! I TRZEBA GO ZNISZCZYĆ !!!!!!!!

 

  

 

   Ja wiem, że na tych zdjęciach jest niezauważalny nasz stan emocjonalny, który osiągneliśmy podczas walk, ale wtedy naprawdę nikomu nie było w głowie "zdjęciowanie".

 

  

 

   Byli ranni (Kamyk nigdy Ci tego nie wybaczę), okaleczeni, załamani psychicznie, .. ale na szczęście nie było ofiar śmiertelnych......

 

  

 

   uuffffffff, aż się zmęczyłam jak sobie to wszystko przypomniałam......

   Następne strzelańsko (już w innym i większym składzie) odbyło się na wodzie, kajaki,  pod osłoną nocy..... , trzy dni dni bez powrotu do bazy, ....rzeka, kanały niczym Amazonia,  .....wwrrrrrrr

   a kolejne mam nadzieję w Doel, porzuconym mieście....

 


 
1 , 2 , 3