DUCATI

sobota, 15 lutego 2014

 

     CAFE RACER - ponawiercane gdzie się da, dla zmniejszenia wagi, odarte ze wszystkiego co zbędne według ich właścicieli, którym przyświecał jeden cel: osiągnąć jak największą prędkość swoim odchudzonym motocyklem. Szczytem marzeń było osiągnąć "Ton Up", czyli magiczną w latach 1950-1960 prędkość 100mil/h (Nie było łatwo. Asfalt był brudny od wyciekającego oleju, opony słabsze, zawieszenia nędzne). Charakterystyczne wydłużone baki z wgłębieniami na kolana; krótkie, twarde ławeczki zamiast kanapy kierowcy zakończone tzw. "zadupkiem";opuszczona w dół kierownica i cofnięte podnóżki pozwalające kierowcy przyjąć leżącą -aerodynamiczną- pozycję w czasie jazdy. Oczywiście puste wydechy i czasami charakterystyczne owiewki przednie, tzw. "jajo".

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

         Częstym zjawiskiem były nielegalne wyścigi, organizowane z pomocą szafy grającej nazywane „Record-racing".Gdy Rockersi siedzieli w barze jeden z gości wrzucał monetę do szafy grającej, nastawiał płytę i gdy melodia zaczęła płynąć, wszyscy z impetem wybiegali na zewnątrz i dosiadając motocykli ścigali się do wybranego miejsca tak, aby zdążyć z powrotem przed końcem piosenki. Wszystko oczywiście odbywało się w normalnym ruchu ulicznym. Jako że kawałki trwały wtedy około 2min, a Rockersi pokonywali dystans ok. 4.5 km, była to jazda na złamanie karku. Owa rywalizacja zbierała swoje żniwo, lecz udowodnienie innym męstwa było dla nich ważniejsze niż życie. Właśnie od tych wyścigów z kafejki do kafejki, pochodzi termin „Cafe Racer”. Kultową knajpą pozostaje Ace Cafe w Londynie. Od lat 50-tych oświetlona neonem, otwarta całą dobę, przy ruchliwej ulicy stała się ulubionym miejscem spotkań młodych, gniewnych motocyklistów chcących spędzić czas z podobnymi sobie przy rock'n'rollu i piwku. Istnieje z przerwami do dnia dzisiejszego,a owiana legendą i zapachem benzyny znajduje naśladowców na całym świecie. Także w Wieze.

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

sobota, 07 września 2013

.......21, 21.00 wychodzę z pracy. Z ciemności wyłania się sylwetka mojego Ducata. Zakładam kask z czarną szybką i w myślach próbuje analizować, a raczej przypomnieć sobie drogę, którą mam wrócić do domu. Jak to było, .....pierwsze rondo prosto, następne też, przy automacie zakręt w lewo, ....za niebieskim domem w prawo, .....przy rzeźbie lekko w lewo, ....potem przy pomarańczowym BEKKEREN w prawo. Za salonem w prawo, następnie będzie szła główna lekko w prawo, to ja jadę w lewo w podporządkowaną. ....itd........ Jak to było...., wszystko mi się miesza, zwłaszcza, że rankiem byłam od pilotowana przez znajomą w słońcu, drogą pełną ludzi i samochodów....... No i jechałyśmy w odwrotną stronę, ....teraz wszystko wygląda inaczej...... Jak to było.... Ruszam , zamykam szybkę, ......I NIC NIE WIDZĘ !!!!!!!!! Zupełna ciemność !!!! Jedyne co widzę to palącą się kontrolkę od paliwa...... Kurde ledwo dojadę, bo zapaliła się na 10km przed dojazdem tutaj, ....a do domu mam około 25km..... a rezerwa w motorze starcza na 30km. Jadę pomału z otwartą szybką. Wiatr zaczyna mi wysuszać szkła kontaktowe, przez które teraz też nic nie widzę, Kurde...... Jak to było...., gubię się na samym początku.... Jadę i już w ogóle nie rozpoznaje drogi.... POTRZEBUJE STACJI !!!!!! , i to takiej, na której będę mogła zapłacić gotówką, .....bo karta jak się później okazało nie wiedzieć czemu wozi się z moim mężem w samochodzie, ...a ja tak rozpaczliwie jej szukałam przed wyjściem..... Pierwsza stacja, którą mijam jest na kartę..... Kompletnie nie wiem gdzie jestem, żadnych znaków, żadnych znajomych zakrętów..... Nic nie widzę, zwalniam jeszcze bardziej, ....mrugam oczami jak opętana.... Słyszę z tyłu auto....., jedzie tak samo wolno jak ja, w pierwszej chwili myślę sobie, albo raczej wmawiam, że to jakiś niedzielny kierowca......, ale auto równa się ze mną na lewym pasie, ....słyszę muzykę, .....i widzę auto pełne Turasów! .....Zaczynam się denerwować, przyspieszam, ....walczę ze szkłami, .....Kurde gdzie jest jakaś stacja benzynowa z ludźmi.... Jest, ale bez ludzi.., zwalniam, wjeżdżam, auto za mną staje na poboczu. KURDE, NA KARTĘ !!!!! Strach zaczyna mnie paraliżować ! Zamykam szybkę w nadzieii, że jednak coś dojrzę i ruszam szybciej ! Auto tez rusza ! Kompletnie nie wiem co robić, żywej duszy nie widać, ....zatrzymać się i próbować dzwonić....? wjechać do kogoś na podwórko.....? Widzą moją rejestrację,...... wiedzą, że jestem Polką, .....widzą, że się motam.... GDZIE JA JESTEM !!!!!! W prawo, czy w lewo? MOTOR ZARAZ STANIE....., TE CIEMNOŚCI....... PRZYSPIESZAM, DOSTRZEGAM PIERWSZY KIERUNKOWSKAZ DO MOJEJ MIEJSCOWOŚCI !!!!! AUTO JEDZIE RAZ ZA MNĄ, RAZ NA RÓWNI ZE MNĄ...... A JA SIĘ PANICZNIE BOJE, ...... JESTEM TAK BARDZO PRZEKONANA O TYM, ŻE ZARAZ WE MNIE UDERZĄ, CHWYTAM MOCNIEJ KIEROWNICĘ........... JEST JAKIEŚ MIASTO! JEST STACJA, WJEŻDŻAM, TYM RAZEM ONI WJEŻDŻAJĄ ZA MNĄ, W OKOLICY NIE WIDZĘ NIKOGO I TYLKO KĄTEM OKA OCENIAM ŻE I TA JEST NA KARTĘ!!!!!!!! TAK SIĘ BOJE!!!!! AUTOMATYCZNIE PRZYSPIESZAM PRÓBUJĄC OBJECHAĆ DYSTRYBUTOR, ZBYT SZYBKO!! WYWRACAM SIĘ NA ZAKRĘCIE, ......WYPADAM Z MOTORU I W SEKUNDZIE W KTÓREJ ORIENTUJE CO SIĘ WYDARZYŁO PODNOSZĘ MOTOR (190KG) W UŁAMEK I JUŻ JADĘ !!! Złamana rączka od hamulca ręcznego, którą ledwo teraz chwytam przez rękawiczkę, ..moje plecy, noga......CZUJE JAK SIĘ TRZĘSĘ, ...STRACH MNIE TYLEŻ SAMO PARALIŻUJE CO MOBILIZUJE !!!! POZNAJE DROGĘ, .....AUTO ZA MNĄ NIE JEDZIE......, NIE WIEM OD KIEDY, .....NIE PAMIĘTAM..... DOJEŻDŻAM, CAŁA SIĘ TRZĘSĘ, NIGDY TAK SIĘ NIE BAŁAM...., JESTEM TAK PRZERAŻONA, ŻE NIE MOGĘ OPANOWAĆ DRGAWEK...... TAKI STRACH....

   W nocy budziłam się kilka razy, a za każdym razem gdy powracało uczucie strachu, łzy same mi się cisnęły do oczu, .....i tak przez kolejne dni....., i to nie dlatego, że jestem babą, .....ten strach

   Czym jest nasze życie na co dzień? .....sielanką, jedną wielką sielanką!, ......w której przeplatają się nasze roszczenia z nie zadowoleniem ze świata..... Co czują ludzie, którzy żyją w permanentnym zagrożeniu własnego i swoich bliskich życia? Czy w ich życiu to co czyni nasze rozczarowania, nie byłoby ich radością? A to co sprawia nam radości czyż nie pozostanie na zawsze jedynie w ich sferze marzeń? A czym byłyby dla nich nasze spełnione marzenia???? KOSMOSEM!!!!! RAJEM!!!!!! OŚWIECENIEM!!!!!!!

   HALO....., HALO !!!!!!!! OBUDŹMY SIĘ Z NASZEGO ROSZCZENIOWEGO LETARGU!!!!!!!!!!!! JUŻ CZAS NA TO BY NAUCZYĆ SIĘ CIESZYĆ Z KAŻDEGO DNIA, I WSZYSTKIEGO CO SIĘ W NIM WYDARZA!!!!!!!

   JESTEŚ ZA GRUBA/GRUBY? - CIESZ SIĘ, ŻE MASZ Z CZEGO ROBIĆ TĄ SWOJĄ GRUBOŚĆ !!!!!!

   DZIECKO JEST NIEGRZECZNE? - CIESZ SIĘ, ŻE MOŻESZ JE MIEĆ I WYCHOWAĆ, ŻE NIKT CI GO NIE ZASTRZELI NA TWOICH OCZACH !!!!!!

   W PRACY CIĘŻKO??? - W PRACY CIĘŻKO !!!!!!! TO DO OBOZU NA JEDEN DZIEŃ BEZ JEDZENIA I PICIA, Z TRWOGĄ W SERCU O BLISKICH, TO POGADAMY CZY PRACA JEST CIĘŻKA !!!!

   I tych głupot codziennych, nad którymi się ciągle użalamy mogłabym tu wymieniać pewnie setki, jak nie tysiące....

   Halo, obudźmy się.........

 

.......przez bardzo długi czas, miesiącami, nosiłam na nadgarstku sznureczek, w który był zapleciony bles (błogosławieństwo) od bardzo bliskiej mi osoby...., dwa tygodnie temu pojechaliśmy z Sebą na wyścigi starych motocykli (TT), gdzie Pani zawiązała mi opaskę biletową na ręce, .....w tym momencie rozwiązał się nie wiedzieć czemu mój sznureczek, .....Seba się uśmiechnął i powiedział: "DOSTAŁAŚ BLESSA OD BOGA PRĘDKOŚCI....." .....i tak się chyba stało, .....nie powinnam przejechać 61KM na rezerwie, ....nie mogłam podnieść tego motoru, ......miałam niewielkie szanse na odnalezienie drogi ....

....może, i ja się obudzę

sobota, 17 sierpnia 2013

             

   Wakacje w Polsce :) Jedziemy na wakacje do Polski :)...., ale jak... bez motoru!!!! Nie no spokojnie, oczywiście jedzie z nami, na przyczepce..., a wraca na kołach :)

   I choć działo się wiele, albo raczej za wiele, wspomnę jedynie o wypadzie na zlot motocyklowy do Łagowa. Bo to o tyle ważny zlot dla mnie, że pierwszy raz jako kierowca, a nie pasażer. A TO TAKA RÓŻNICA :))) Wyjeżdżamy rankiem. I oczywiście co....? do wyjścia z domu świeciło piękne słoneczko, ładnie, ...miło , akurat na jazdę :) Ale, ....ale, oczywiście jak wyjeżdżamy zaczynają nadciągać przeogromne i przeczarne chmury !!!! Przeskakujemy w wielkich kroplach ze stacji benzynowej na stacje i po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu, .....gdzie OCZYWIŚCIE ŚWIECI PIĘKNE SŁONECZKO :))), a nam woda cieknie po tyłkach !

 

               

   No a tam to już szał gwizdka :) setki, tysiące zwierząt na dwóch kółkach wyprowadzających swych właścicieli na spacer :) więc smycz krótko, tempo ślimacze, ....i tak w tą i ....spowrotem, w tamtą ....i spowrotem ,   w kasku i bez kasku, .....z uśmiechem i z uśmiechem :))) no bo taki motor !, co mu serducho w taki sposób  bije to jest tylko jeden na świecie !!!!

 

               

   Byli i tacy, co konno przyjechali :) NA PARADĘ MOTOCYKLOWĄ, ...KONNO !!!! Pewnie by i konik pojechał, gdyby nie to, że mu woźnica tak paszcze ścisnął, że bidula oddechu złapać nie mógł..... :)

 

                     

 

   Tak patrzę.... i sobie myślę, że piękny ten nasz Łagów....., niby nic takiego...... osiem zakrętów.., jeden mostek.., z dwie bramy - Marchijska i tzw. Poznańska.., dwa jeziorka - Trześniowskie i Łagowskie.., zamek joannitów z murami obronnymi.., sokola góra.., fitoklimat bardzo przyjazny człowieku :).., Park Krajobrazowy.., piękne, stare domy z XVIII wieku.., dwie jakieś tam imprezy - Lubuskie Lato Filmowe i Zlot Motocyklowy....... nie, no jednak to COŚ TAKIEGO :))

 

                  

   

środa, 14 sierpnia 2013

   Trasa 220km, pierwszy przystanek w Zeebrugge, mała wieś, ale za to z ogromnym portem, handlowo-rybackim. Choć, jak widać, również spora i bogata przystań jachtowa.... . I główny dozorca - kolega PAPUTKA :))))

     

 

   Zatrzymaliśmy się tu rzekomo tylko na mały odpoczynek, .... a skończyło się na moim pierwszym razie OKO W OKO Z KREWETKĄ !!!!!!!! No tak, wiedziałam, że kiedyś będę musiała w końcu stać się dużą dziewczynką i skosztować tego rzekomo niebiańskiego przysmaku. Czy niebiańskie były moje odczucia....?

     

 

...otóż były nieco pokręcone, bo i smak niczego sobie....., konsystencja, wbrew wcześniejszym wyobrażeniom, nawet przyjemna...., zapach morskiej rybki..., no ale jak, tak nagle ?....., po tylu latach zarzekania się ?, że nigdy !, ...że to robal !, ....tak teraz głośno się przyznać, że haczyk połknięty !!!!!!! no tak......,trzeba było :)

     

 

   Stamtąd pojechaliśmy do Blankenberge, które słynie z pięknej, szerokiej plaży. Wzdłuż sporej jej części ciągnie się droga, gdzie ludzie "na leniucha" plażują przy samych autach. Gdyby ktoś wybrał opcje przyjazdu tutaj koleją, to strzał w dziesiątkę !! Belgijski Tramwaj Nadbrzeżny De Kust  obsługuje całe wybrzeże. 68-kilometrowa linia jest najdłuższą taką na świecie, miejscami linia biegnie wzdłuż plaży. Latem przewozi się nią około 3 milionów turystów ! NIE BĄDŹ W TYLE !!! KOLEJ SIĘ DO BELGII !!! :)))

   No..., a na plaży...., poznaliśmy nowego przyjaciela..., Pana Kraba :) jakby lekko zezowaty i podobny do ameby, bo ma nibygębe, albo do pierwotniaka, bo ma nibynóżki :)

             

 

   I na koniec nasza motocyklowa czwórka :) bez motocykli, ....bały się piasku, ..soli, ..przegrzania, ..czy coś tam, ....peniacze :)

                                    

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

 Trasa 180km, Temse-Doel, Belgia-Kloosterzande, Holandia-Temse

Wyjeżdżamy w stronę Holandii i jako, że jadą z nami znajomi, Belgowie, którzy tutejsze miejsca znają jak własną kieszeń, prowadzą nas piękną, pełną zieleni i krętą drogą. Ja dziś już zdecydowanie śmielej. Zaczynam odkrywać frajdę pokonywania zakrętów. Zaczynam porozumiewać się z motorem i próbuje śpiewać jak on mi zagra. A  on fałszzuje..... !!!! Chce po swojemu, wyje, ryczy, szarpie...., to znów hamuje.... Mąż, fanatyk jeśli chodzi o Ducati, jeszcze jakiś czas temu tłumaczył mi, że na tym się nie da normalnie jeździć...., że to ciężki motor ....., że nigdy nie wiadomo o co mu chodzi...., że twardy, ciągle zrywa i hamuje, ...że głośny i niewygodny, ......i co? I mi go w niespodziance sprawił :), a ja już nigdy  mieć innego nie będę chciała :) bo właśnie to wszystko sprawia, że jest na nim tak bardzo wyjątkowo.... :))))     .....i ten dźwięk..... :)

Więc jadę...., i cieszy mnie każda chwila :)

 

 

      

Dojeżdżamy do Doel, całkowicie opuszczonego miasteczka. Mieszkańcom nakazano sprzedaż swoich domów, ponieważ planowana jest rozbudowa portu w Antwerpii przy rzece Scheldt. Wygląda to tak jakby ludzie odeszli stąd zaledwie kilka dni temu. Szkoła, wielki kościół, sklepy, całe mnóstwo nowych domów z pięknymi ogrodami, stare kamienice z firankami w oknach..... . W odróżnieniu od innych tego typu miejsc w mieście nie panuje ani groza, ani smutek. Miasto żyje swoim nowym, kolorowym życiem dzięki graficiarzom, którzy zasiedlili je swoimi malunkami.

 

Pewnie nie bardzo legalnie, ale myślę, że jeśli miałby ktoś ochotę na małą przygodę i potrzebował noclegu na parę dni, ....to to miejsce aż się prosi :)

 

        

Dalej zwiedzaliśmy muzeum, ale tylko przed drzwiami :), główne rynki w miasteczkach, a przede wszystkim porozsiewane przy drodze urocze, Holenderskie knajpki i knajpeczki z bardzo dobrym, ....zimnym i gazowanym  ......soczkiem oczywiście :))

 

   


....wracamy do domu, a banan z twarzy nie schodzi mi przez najbliższe 108 godzin :)) inaczej nazwać tego nie potrafię :))

 

 

środa, 07 sierpnia 2013

Znajomy powiedział : "najlepsza nauka jazdy na motorze, to zwyczajnie wsiąść i zacząć dużo jeździć"...... Więc postanowiłam kurczowo trzymać się tej zasady i zaczęłam do pracy dojeżdżać na motorze. Niewiele, dziennie około 50km. Głównie autostradą. W pogodę i nie pogodę. A raczej głównie w nie pogodę. A w zasadzie to można by nastawiać zegarki od momentu, w którym zaczynało kompletnie lać, czyli był to moment, w którym wychodziłam z domu do pracy, ...albo z pracy do domu :)

Najdziwniejsze mają tutaj TIRY, które zapieprzają jak szalone po autostradach !!!!! wszystkie mnie wyprzedzają !!!!!! i to w deszczu, .....że też się nie boją !!!! .......a ja w takim momencie trzymam kierownicę tak, że dłonie mi drętwieją,        ..... przymykam oczy, przygryzam wargę i myślę - .....nie, nie przewrócisz się, ....na pewno się nie przewrócisz...., spokojnie, jeszcze tylko metr i jest przed Tobą, .......nie, nie zwieje Cię do rowu, ......NIE ZWIEJE CIĘ DO ROWU !!

 

wtorek, 06 sierpnia 2013

Taki prezent urodzinowy......

         

i pierwsza droga za mną, 70km, ......pierwszy wiatr, ....pierwsze pozdrowienia od motocyklistów, .....pierwsza prędkość 100km na godzinę...., ...pierwszy czwarty bieg, .....pierwsze rondo, ...pierwsza autostrada,......pierwsze tankowanie...., pierwsza knajpa motocyklowa......,  PIERWSZA TAKA RADOŚĆ!!!!!!!

      

Pierwsza próba przed wczoraj pod domem, ....wyjeżdżam na prostą, dojeżdżam do zakrętu....., gaszę motor, ....przepycham przez zakręt i ruszam na następną prostą :)

Druga próba dziś rano, ... ruszając próbuję dodać gazu najpierw manetką do sprzęgła, potem hamulcem ręcznym, a jak już ruszam biegi próbuje zmienić hamulcem nożnym :)))) wracam do domu przepełniona złością na swe nieudacznictwo .... Dzwoni telefon...., znajomi oznajmiają, że za godzinę wyruszamy na wycieczkę... motorami!!!!

        

i poszło, ....nie można myśleć, ...trzeba jechać !