Kategorie: Wszystkie | DUCATI | LAVANDULA | NATURALNIE | PAPUTEK | PRACA | ROZMAITOŚCI | WYCIECZKI
RSS

WYCIECZKI

piątek, 14 marca 2014

  

      Znaleźliśmy prawdziwy, stary okręt podwodny. Zacumowany w nowoczesnym świecie, pośród błyszczących jachtów i motorówek wyglądał naprawdę imponująco. Czarny, groźny, jakby czas cały gotowy wyruszyć na scenę świata podwodnego by działać.

      Pierwszy wynalazca-entuzjasta, Korneliusz Drebbel zafascynowany możliwością pływania pod wodą odbył swoją dziewiczą podróż w roku 1623. Konstrukcja była napędzana przez dwunastu wioślarzy i w pełnym sukcesie przepłynęła wzdłuż Tamizy w Londynie. Swym wynalazkiem zwrócił uwagę kilku Władców, którzy szybko zapragnęli wykorzystać  jednostkę do celów wojennych. I odtąd świat się zmienił na zawsze. Ciekawe czy dziś Korneliusz byłby dumny ze swego wynalazku, czy postanowiłby go nie wymyślać....? :)

      I tak to już jest, że mali, nieznani w zaciszu swej wyobraźni, nie świadomie zmieniają koleje losu całego świata.

 

  

 

      Czasem się zastanawiam nad tym na ile moje poczynania zmieniają czyjeś losy. Codziennie podejmujemy jakieś decyzje, jakieś działania. Nie jesteśmy na tym świecie sami i wszystkie one mają wpływ na kogoś. Nawet telefon wykonany w danym momencie, który zatrzymał kogoś przez to o dwie minuty dłużej w domu, coś zmienia. Każdy mój ruch zmienia czyjś ruch. Moje słowo zmienia czyjąś myśl. Myśli zmieniają nasze wrażenia, dążenia i pragnienia, a to rodzi kolejne, zmienione już ruchy...... Więc warto się czasem przyjrzeć sobie samemu. Tak na spokojnie, wyważyć, ocenić....... Spojrzeć na siebie w życiu jak w odbiciu lustrzanym, uwaga ........co poniektórzy mogą się wystraszyć !

 

  


      Może nawet mały eksperyment, ....przy sposobności spotkania w gronie przyjaciół zostawcie włączony dyktafon i szybko o tym zapomnijcie :) i tak z parę razy, ....to dobra lekcja.

 

  

wtorek, 04 marca 2014

 

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

  

 

 

 

 

  

niedziela, 02 lutego 2014

 

   Wszyscy wstali tego ranka, każdy w świecie swoim.   Kolorowym,   czarno białym,   pełnym,   pustym,   szczęśliwym,   smutnym..... jakże różnym. Każdy wstaje z myślą jakąś.... Zaplątany, uwikłany w życie swoje. Każdy z nadzieją na ciąg dalszy, lepszy, jaśniejszy i pełniejszy......

   Stanąć, zatrzymać się, uśmiechnąć    .....i zrobić sobie fajny dzień :)

 

  

 

   My wyruszyliśmy dzisiejszego poranka sprawdzić, co też morze zechciało wyrzucić nam pod nogi...

 

  

 

    Po odpływie, podczas którego plaża poszerza się o około 200m, pełno tu skarbów. A najwięcej wielkich krabów, które mają tylko chwilę na odwet. A jak im się nie uda, ....to już czeka cała banda białych sępów, mew, które w jednej chwili rozszarpują je na kawałki.... I całą plażę spowijają krabie strzępy...

 

  

 

 

  

 

 Nasz został uratowany, wyniesiony na głęboką wodę. Pewnie do teraz opowiada kumplom jakie to szczęście go dziś spotkało.

 

  

 

   No to czas wracać na śniadanie, ....jajka w koszulkach podane na sałacie, specjalność mojego mężulinka :)

 

  

wtorek, 21 stycznia 2014

 

       W związku z tym iż aura na zewnątrz postanowiła w dalszym ciągu ze sobą nic nie robić, my postanowiliśmy jednak ze sobą COŚ zrobić. Pierwszy plan był taki by przelecieć się na Bahama, potem zachciało nam się Kuby, a gdy już się prawie skończyło na awanturze rodzinnej podczas wyboru pomiędzy Kolorado, a Helsinkami poszliśmy na kompromis - AQUATOPIA w Antwerpii.

 

  

 

      Choć jak widać mężu mojemu emocje poranne jeszcze nie opadły...... Patrzę i sama nie wierzę, że takiego wariata w domu trzymam :)) W zasadzie to sama nie wiem co bardziej budzi moje zdziwienie..... to, że go trzymam, ....czy to, że jak puszczam to nie ucieka :)))))

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

      Nooooo, a zaraz potem były rekiny, delfiny, żółwie i różne inne olbrzymy pływające nad naszymi głowami i wszędzie na około, ........nooooo, ale jakby akumulator się rozładował w aparacie, .......DO JASNEJ, CIASNEJ CHOLERY !!!!!!!!!!

 


poniedziałek, 20 stycznia 2014

 

    Tak dziś szaro, ...tak dziś smutno..... Świat się rozpłakał, wiatr chmury opętał, .....i wszystko zamarło po cichu. Taki dzień. Wiem. Tylko mu się poddać i cierpliwie ranka czekać. A on da nowe, czyste spojrzenie. Rozpędzi się siłą nową i o wczoraj pamiętać już nie będzie....

 

   Wsadzam więc nosa w ostatnie lato. W sokoliki, moje piękne sokoliki :)

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

  

 

 

   No i od razu mi lepiej :) To magiczne miejsce, i jak się okazuje wcale nie trzeba tam się znaleźć by magię tę poczuć, wystarczy je sobie mocno wyobrazić..... nawet zaczynam czuć zapach :)

   mokro-leśny zapach zimnej wody polany na rozgrzaną słońcem skałę :), tak, właśnie tak go sobie wyobrażam :)

 

   

   

sobota, 18 stycznia 2014

 

      Znaleziony przez nas wczorajszego wieczoru, na plaży morza północnego, ......podczas odpływu

 

  

 

 

  

 

 

  

 

      Siedzący, milczący, .....z twarzą ukrytą w tylko sobie znanym świecie.

  

niedziela, 15 grudnia 2013

 

     Pomimo tego iż nie żyje w duchu wiary chrześcijańskiej mam wielkie uwielbienie dla tej całej Świątecznej otoczki wydarzającej się przy okazji Świąt Bożego Narodzenia. Już wczesnym listopadem rozsiewam po domu zapach pieczonych pierników, cieszę się na myśl o choince, potajemnie wyszukuje prezenty dla najbliższych, każdego ranka wyżeram czekoladki z kalendarza adwentowego, dekoruje dom lampkami i milionem innych głupotek ......i nie mogę doczekać się GWIAZDORA :))))

   No i uwielbiam jarmarki świąteczne, cudnie pachnące, roześmiane i kolorowe. Skupiające wszystkich mieszkańców i nie-mieszkańców, tuptających w takt melodii świątecznych, rozgrzewających zmarznięte dłonie o steropianowe kubeczki, pełne gorącego, aromatycznego wina.....

   Tydzień temu odwiedziliśmy takie miejsce w Antwerpii, a wczorajszego wieczoru wybraliśmy się do Brukseli.

 

  

 

 

   W takim miejscu bez jazdy na karuzeli i popijania grzanego wina wystarczająco kręci się już w głowie od zapachów, kolorów, światełek i gwaru :))

 

 

  

 

   Około 200 drewnianych kramików, a w każdym z nich skarby , więc my z Patrycją za przykładem naszego, dobrego kolegi rozrzucałyśmy wdzięcznie wkoło jedynie : wow, .....wowwwww, ....wwwow :)

 

  

  

  

  

  

 

    Widok z drugiej strony, w dole mąż z kubeczkami naszego winka, które można znaleźć w co trzeciej budce. Reszta ekipy co chwila nam się gubiła w tym tłumie, ale wracali, jak bumerang :))

   Tutaj jeszcze nie wiem, że diabeł po raz kolejny powiedzie mnie na swe pokuszenie i WSIĄDE NA TEN CHOLERNY DIABELSKI MŁYN !!!!!!!!!

 

  

 

   I już w kolejce do wagonika wiem, że to nie był dobry pomysł ! 50 metrów wysokości ! I na dodatek, gdy wsiadamy słyszę z ust mojego męża sakramentalne: ten wagonik to jest jakoś wyjątkowo zardzewiały !!!!!!!

  

  

 

  

 

   Ja oczywiście siedzę sparaliżowana przez czas cały, kurczowo trzymając się za wszystko Seby....... Natomiast reszty towarzystwa nie szło uspokoić, chłopaki wstawali, wychylali się, bujali...... WARIACI :)

   Ale widok zapierał wszystkim dech, było widać niemal całą Brukselę mieniącą się w milionach kolorowych światełek.....

 

  

 

   Zaczarowane miejsce......, ale ja już bardzo chcę do domu, do Polski..... jeszcze tylko pięć dni :) Jesteśmy od pół roku bez zjazdu do bazy :)

 

    A gdy już wracaliśmy usłyszałam od męża:

-Kochanie zobacz, ktoś postawił TOBIE I PAPUTKOWI POMNIK.........

 

  

sobota, 07 grudnia 2013

 

   Czy my się przypadkiem nie ścigamy całe życie, ....my ludzie? Ze wszystkim, wszystkimi i o wszystko? Niby to dobrze, motywuje, napędza nas...., ale jak zaczyna przeradzać się w stan chorobliwy to już nie dobrze :) Więc może by tak przestać się nakręcać, .....zwolnić, ....rozejrzeć się, ....posłuchać, .....pogłaskać i tak pomalutku, spacerkiem przez życie :))

   No chyba, że ma się wariata w domu ......to gorzej :))

 

  

   

    wygrałam, wiadomo - czerwony szybszy :)))

 

 

    No więc Antwerpia, samo centrum, piękna, słoneczna niedziela i na dokładkę Mistrzostwa Świata w Trialu.

   Trial enduro- konkurencja sportowa, uchodząca za najbardziej widowiskową ze wszystkich konkurencji kolarskich (w życiu bym nie powiedziała, że te małpie skoki to rodzaj kolarstwa :) ), w której najważniejsza jest pełna kontrola nad rowerem oraz równowaga.

  Dla mnie to co chłopaki wyczyniają na tych rowerach to prawdziwy MEKSYK !! Przekraczają wszelkie, możliwe granice.... Przy czym, w swym skupieniu i opanowaniu, wyglądają tak jakby nie sprawiało im to szczególnej trudności. Wręcz baletnice w kaskach :). Naprawdę zapierało mi dech :))

 

  

 

 

  

 


niedziela, 24 listopada 2013

 

   Gdy patrzę na to zdjęcie widzę tylko jedno..... PAPUTKA, który próbuje wylądować na głowie innego PAPUTKA...... W zasadzie wszędzie widzę, słyszę PAPUTKA... Bardzo za nim tęsknie....

 

  

 

   No, ale nie o PAPUTKU chcę tu dziś opowiadać.

   Spotkała nas wielka dziwność na Ostendowskiej plaży. Statek robiący przedziwne rzeczy; ogromne, pogniecione, czerwone puszki; i dziura w niebie :)

nic nie braliśmy,

nic nie paliliśmy

i nic nie piliśmy.

   A zdjęcia na szczęście potwierdziły wszystko to co wydawało nam się, że widzieliśmy :)

 

  

 

   Patrzyłam w tą dziurę i się zastanawiałam co też wszechświat zechce mi przez nią zrzucić. ....ufo, krowę, one milion dolars,    .....ale, nie..., uparł się na jakieś dziesięcio metrowe,czerwone, metalowe puszki.... :)

 

  

 

   i do tego ten statek, plujący nie wiadomo czym i nie wiadomo po co. Ja rozumiem, że bardzo wiele rzeczy w naszym życiu wydarza się po coś, ....ale po co nam plujący statek?

 

  

 

   ....i prócz chmary ptaszków wyłapujących zapewne jakieś, smaczne przekąski jeszcze mój mąż wydawał się być bardzo zadowolony z plującego statku.... :) 

 

  

 

   Piękna pogoda, piękne miejsce, ...piękne morze, piękny statek.... Chwila spokojna, spokojna w naszych głowach i sercach.

 

  

 

czwartek, 14 listopada 2013

 

   .....góry są we mnie od zawsze, są we mnie bardzo mocno . Był wrzesień 2010, Mount Blanc,  od 10 lat rozrysowywałam na karteczkach trasę krok po kroku, i tak bardzo chciałam.........

   Ale nie napiszę o tym co czułam idąc, ....będąc, wracając.... ta historia jest nie do opowiedzenia..... 

   Dla mnie góry żyją, ...góry szepczą, czasem śpiewają, góry pachną, ....cudownie pachną, czarują tym zapachem, ....góry dotykają, góry słuchają, W górach człowiek zamienia się w górę, roztańczoną, rozśpiewaną górę, i przy tym tak bardzo spokojną. To góra odcina człowieka od trosk, które umościły się w dolinach. To góra pozwala nam spojrzeć na nas samych jak w odbiciu lustrzanym, widzimy siebie tam na dole zaplątanych w ten cały zgiełk cywilizacji, pozbawionych wolności chcenia, nie chcenia.... To stąd możemy zobaczyć jak wielka jest klatka, w której daliśmy się zamknąć, .......klatka , ....po klatce, ...idź, usiądź, pracuj, urodź, zarabiaj, kup to, kup tamto, ubierz się w to, ubierz się w tamto, wyglądaj tak, czy tak, mów to, czy tamto ......pracuj, by móc zarabiać, zarabiaj by móc wydawać, .......wydawaj, to będziesz musiał zarabiać, zarabiaj, a na to będziesz musiał pracować......   gówniane koło. Nie bym była nie szczęśliwa,   jestem, bardzo jestem.....   Lecz choć czasem udaje mi się wystawić pyska z tej klatki i zaczerpnąć świeżego spojrzenia....., to czuje też te sznureczki, które pociągają mną niekiedy jak marionetką, .....

 


   Góry są jak "wystawienie pyska z klatki" :))

....tak często chce mi się ryczeć z tęsknoty do nich...


 

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

  

    

  

  

  

  

  

 

 

 

  

  

  

  

  

piątek, 01 listopada 2013

 

   W co się bawią......? ....w dom, w sklep, ...w samochodziki i motorki, ....w dziewczynki, w udawanki i w zmyślanki, .... Łatwiej wymienić w co się nie bawią:, w sprzątanie, w gotowanie, w prasownie i w .....myślenie :)) Chłopaki, bez urazy...., ale taka prawda. W której chłopięcej głowie zmieści się ta cała logistyka dnia codziennego, którą instynktownie, w sposób perfekcyjny opanowały kobiety.....? W żadnej :)

   Na szczęście moje chłopaki (brat: wiek 27, rolnik zakochany w traktorach, chodząca encyklopedia w temacie II Wojny Światowej, złota rączka w każdej dziedzinie...., mąż: wiek 37, polski rockers, ducatista, inteligentny i oczytany artysta :) i najfajniejszy mąż na świecie)  ......to prawdziwi mężczyźni :)

  

 

    No ....może troszkę, na chwilkę się zapomnieli na tej plaży..... Ale można im to wybaczyć..., zwłaszcza, że przez ten weekend zdarzyło im się to tylko jakieś 108 razy :)

 

  

 

    No i w ich przypadku doskonale sprawdza się powiedzenie "kto się czubi ten się lubi". Więc oni się kochają, ale dłużej niż trzy doby, razem przebywać nie wolno im pozwolić !! Durne pomysły, które realizują w tempie błyskawicznym, ...po dwóch dobach sięgają zenitu. I w obawie o ich życie, po tym czasie trzeba ich odseparować, ...na krótki, przynajmniej miesięczny, okres.... :)

 

  

 

 

  

 

   chłopaki....., duże chłopaki, .....wieczne dzieciaki, .....i całe szczęście :))))

 

 


niedziela, 27 października 2013

 

   BALON - statek powietrzny, z grupy aerostatów (statków lżejszych od powietrza), bez napędu silnikowego. Składa się z obszernej powłoki wykonanej z nieprzepuszczalnej , lekkiej tkaniny nagumowanej lub tworzywa sztucznego, o dużej wytrzymałości i zawieszonej pod nią gondolą.

 

  

 

   Pierwszej udokumentowanej próby z modelem balonu wypełnionego gorącym powietrzem dokonał 8 sierpnia 1709 Bartholomelo de Gusmao, kapelan nadworny portugalskiego króla.

   5 czerwca 1783 bracia "jacyś tam" :), dokonali pierwszej udanej próby wzlotu (nie - lotu, czyli na sznurku:) ) balonu papierowo-płóciennego, napełnionego gorącym powietrzem. Balon przeleciał 2336m, unosząc się na wysokość 1,8 km.

   Natomiast 19 września 1783 "ktoś tam" :), przy pomocy "innych braci" :) zbudował balon na gorące powietrze, do którego po raz pierwszy w historii wsadzono żywą załogę ! BARANA, KOGUTA I KACZKĘ !!! Doświadczenie próbowało ustalić jaki wpływ na żywe organizmy będzie miał lot balonem. Po udanym lądowaniu zapewne baran, kogut i kaczka przekrzykiwali się między sobą w opowieściach o swych wrażeniach :) . I ciekawe jakież to badania przeprowadzono w celu ustalenia wpływu tego lotu na ich żywy organizm, ........ręce, nogi na swoim miejscu, ......ilość piór się zgadza, fryzura kogucia nie naruszona, baranowi rogi się nie wyprostowały, ......kaczka mówi, że czuje się dobrze :)) MOŻNA WSADZAĆ LUDZI :)

 

  

 

   I tak oto mniej więcej dwa miesiące później, 21 listopada 1783, odbył się pierwszy wolny lot balonu z ludźmi na pokładzie, "jakimiś tam" :) .

   A tamtejsza konstrukcja balonu do czasów dzisiejszych została jedynie nie znacznie zmodyfikowana....

 

  

 

   Tak więc dzięki "jakimś tam" ludziom z przed zgoła trzech wieków, mogliśmy w pierwszy weekend września cieszyć się MIĘDZYNARODOWYM FESTIWALEM BALONÓW, który w Saint-Niklaas odbywa się co roku .

 

  

 

   Na festiwal zjechali pasjonaci i fanatycy, tegoż "nieziemskiego" sportu z całego świata. W ilości nie do ogarnięcia wzrokiem :)

 

  

 

  

 

   Na placu co chwila "wyrastały", ocierając i przepychając się między sobą, ...wielkie, kolorowe i w przeróżnych kształtach BALONISKA. Ale były też i takie malutkie, śmieszne, które właściciele (sami mężczyźni w wieku około 20-50 lat, wieczni chłopcy:) ) "oprowadzali" dookoła.....

  

 

  

 

   Niesamowite wrażenie...... móc tak kiedyś polecieć........, dopisuje do listy moich marzeń :)

 

  

 

  

czwartek, 17 października 2013

  

   Westkapelle, urokliwa Holenderska wieś w spektakularny sposób otoczona Morzem Północnym z trzech stron, .....ale to nie jedyna zadziwiająca rzecz w tym miejscu...... :

   W 2012 roku została rozwiązana pewna mroczna zagadka, którą blisko przez 40lat skrywało to miejsce..... Resident Joost W. przyznał się, że wykorzystał seksualnie ponad 250 chłopców w wieku 12-18 lat.... Działo się to od końca 1960 do 2011 roku. Akty seksualne z chłopcami odbywały się w zamian za gotówkę, skrzynkę piwa, kredyt, papierosy lub przekąski w kafeterii.... We wrześniu 2012 roku 60-letni Joost W. został skazany na dwa lata więzienia przez Sąd Rejonowy w Middelburgu. Ten przypadek nie jest znaczący tylko ze względu na bardzo dużą liczbę ofiar. W społeczności Westkapelle seksualne poczynania Joosta były tajemnicą POLISZYNELA.... Rodzice ostrzegali swoje dzieci, ale nikt nie zrobił nic więcej.... Gdy sprawa wyszła na jaw w lutym 2012 roku, .....wieś odetchnęła z ulgą......

   Więc my z racji na to, że mamy w swych szeregach pewnego młodego, przystojniaka postanawiamy nie zapuszczać się na wieś i przez cały dzień pozostajemy na plaży, ......gdzie odnajdujemy wielu nowych przyjaciół :)))

   Mamy piękny, mglisty poranek i na plaże schodzimy tuż po odpływie......, a magiczny klimat wywraca nasz świat do góry nogami :)

 

  

 

   Pierwsza jest PANI KAPELUSZNICA..... z lat 20tych stulecia byłego, .....zadziorne kosmyki włosów kruczych wiatr spod kapelusza usilnie wywiewa, ...a ona kroczy dalej niewinnie, patrząc wokoło i niby od niechcenia ....uśmiecha się do mnie

  

 

   Następna jest PANI SŁONICA co to mozolnym tempem z zoo na spacer się wyczołgała, trąbę swą zanurzywszy w ciepłym piasku siedzi, .....i czeka, ....czeka na księcia ze swojej bajki..... :)

  

 

   A to MALWINKA, młodziutka studentka o bladym licu, .....czołga się, wije, w tańcu podskakuje, i swym urokiem wszystkich intryguje....

  

 

   tuż obok PAN NADĘTY, co krzykliwym wzrokiem próbuje ład na plaży wymusić, lecz on posłuchu swego nie znajdzie dopóty, dopóki życzliwszym się nie stanie....

  

 

  a tu KOŚCINA ciało porzuciwszy, sennie o swym mężu opowiada, Panu Kalmarze, co ma dwie twarze :)

  

 

   aż się zawstydził PAN GLUTOWATY, z nosa mu cieknie, okiem patrzy biednie - co to będzie....? .....co to będzie

  

 

   na co PAN KRAB z drzemki wytrącony kiwa palcem groźnym na wszystkie strony i szepcze:

   ciiiiiiii....., ciiiiiicho......, ludzie na horyzoncie...., ciiiiiiiii , niech sobie dalej myślą, że życie toczy się tylko wokół ich nosów :)))))

  

 

  

  

  

 

  

czwartek, 10 października 2013

 

   SINT-NIKLAAS, ŚWIĘTY MIKOŁAJ, urocza miejscowość 3km od miejsca, w którym mieszkamy.... Historia miasta rozpoczęła się w 1217 roku, kiedy to Biskup Tournai ufundował kościół pw.św. Mikołaja z Miry. I stąd też wzięła się nazwa tego miejsca. W 1804 roku Sint-Niklaas otrzymało prawa miejskie od samego cesarza Napoleona Bonaparte !, po tym jak złożył tu osobistą wizytę rok wcześniej.

 

 

   W samym centrum znajduje się rynek, największy w Belgii, 2.3 ha. W każdy czwartek miejsce to przeobraża się w wielki bazar pełen wszystkiego :) Najbardziej urzekają nas każdego tygodnia straganiki pełne świeżych, egzotycznych ryb i owoców morza oraz te z warzywami, równie przedziwnymi :) Skusiłam się na różowy kalafior, którego nie widziałam wcześniej w takim kolorze.... Jak się przy obiedzie okazało, poza tym, że kolor po ugotowaniu zmienił się na wściekły niebieski, smakował identycznie jak nasz Polski, biały :)

 

  


   Miejsce to dosłownie uwodzi zapachami i kolorami.... A na zakończenie przygody z rynkiem, usiane w około kawiarenki pełne już o tej porze, zapraszają na kawkę w otoczeniu przecudnych, kolorowych XIX wiecznych kamienic....

   Żyć, nie umierać :)

 

 


środa, 18 września 2013

  

   Przed wyjazdem czytałam w jednym z przewodników, że powinnam spotkać na miejscu trzy knajpy..... Rzekomo tę właściwą poznam po tym, że dwie pozostałe będą wiały pustkami, ....a w tej jednej będzie gwarno i pełno ludzi umorusanych skałą....

   poznałam, ......ale nie po tym

 

  

 

   Teraz we wszystkich trzech wiało pustkami......

       Zaglądamy przez okno, rzuca się nam w oczy samotny łoś na kominku, który pomimo dramatycznej sytuacji, która go spotkała w życiu, nie stracił swego uśmiechu z twarzy :) wygląda jakby czekał na nas, i już w tej sekundzie wiem, że muszę go uratować.....,  zabieramy go ze sobą :)

 

  

 

   ......miejsce pochłonięte przez żywioł w jednej chwili......, można zamknąć oczy i spróbować sobie wyobrazić, jak języki ognia jeden po drugim zaspakajają swój głód pochłaniając wszystko co im do paszczy wpadnie, .....jak iskry ulatują w otchłań uwalniając naturze całą energię tego miejsca, ....jak belki jedna po drugiej trzaskają waląc się na ziemię, .....jak kłęby czarnego dymu jednoczą się z niebem..... pożar w swej potędze nieposkromiony....

   Jednak wszystkie najistotniejsze punkty tego miejsca wyłaniają się z tej czarności.... Jakby postanowiły się zjednoczyć i przetrwać ten moment razem......

   Nalewak dumnie pręży swe ramiona, stojąc nadal w gotowości do zaspokojenia spragnionych ludków, którzy gromadzili się tu po dniu pełnym zmagań w skale.....

  

  

 

  
    Lodówki są jeszcze pełne napojów, prócz tych procentowych, które zapewne same wyszły, ....pozostawiając po sobie białe kółka..... :)

 

  

 

   Jak się później dowiadujemy knajpa spłonęła jakieś trzy tygodnie temu, i tak jak się domyślamy, ludzie szepczą, że nie był to przypadek, ....zapewne właścicielowi knajpy z sąsiedztwa niechcący upadła zapalona zapałka, ....albo iskierka z jego kominka poleciała z wiatrem, równie niechcący, .....albo karnisterek z paliwkiem się przewrócił na niedopałek od papierosa, NIECHCĄCY !!!!!!!!!!

 

   

 

     Odpowiadając na nawoływania ciszy, która krzyczy w tym miejscu, zapewne po raz ostatni daje się obsłużyć temu miejscu i pozostawiam jedną ze swych myśli przy kominku....

 

  

 

  

 

      a w zamian zabieram łosia.... Uśmiech na jego twarzy teraz sięga już prawie uszu !! :) Wygląda na naprawdę szczęśliwego. Pewnie nasłuchał się w życiu swoim przy tym kominku, ....pewnie jeśli chodzi o prawdy życiowe jest teraz mądrzejszy ode mnie....

 

  

 

   ŻEBY TAK ŁOSIE POTRAFIŁY GADAĆ, ....POCZEKAM DO WIGILII :))

 

p.s. poszukuje zdjęć tego miejsca i łosia sprzed pożaru, może ktoś dysponuje?

  

  

  

niedziela, 15 września 2013

 

    W sobotę już nie mogę się doczekać "o poranka"..... Jak dziecko czekam na każdą wycieczkę. Plecak, termos, lizak i w drogę....

   Zaczynamy od Namur, urokliwej miejscowości ścielącej się wzdłuż rzeki Mozy. Rześkie, wilgotne, pachnące jesienią, poranne powietrze... Tutaj mąż, jako spec w dziedzinie, przekazuje mi kilka tajników jeśli chodzi o fotografowanie. Ćwiczę się pilnie przez resztę dnia.....


     

  

   30 kilometrów dalej zatrzymujemy się w Dinant. W samym centrum miasteczka pionowa skała, nad którą wznosi się ufortyfikowana Cytadela z XI wieku, która została wybudowana by móc z niej kontrolować dolinę Mozy...


   


   Naszym celem jest jednak FREYR. Słynny rejon wspinaczkowy, która tym razem mamy na celu jedynie spenetrować, by wiedzieć jak się przygotować do prawdziwej wspinaczki następnym razem. Więc jedziemy. Poszukujemy Pałacu (domu) naszego "Papy", czyli obecnie sprawującego władzę nad  Państwem (Belgią) Króla FILIPA I . Bo to po przeciwnej stronie ma się znajdować jedna z najurokliwszych i najwyższych skał :) Droga wije się wzdłuż rzeki przecudnie... Jest i Pałac....., i rzeka, .....i co ...... tak wpław? Jedziemy dalej szukać ratunku w przeprawie.


  

 

   


   Mostu nie ma, ale też jest fajnie :) "Prom", ....prom w cudzysłowiu :), jest to malutka łódeczka z "pamperkiem", który liną przeciąga swoją łupinkę wraz z turystami, przez dzień cały, ....z jednego brzegu na drugi, ...i z drugiego na pierwszy. Bardzo miły, młody człowiek, na kacu gigancie, ....więc mu mówię, że się nie dziwie, bo przecież sobota ranek, ...a on mi na to, że czy to wtorek, czwartek czy sobota - zawsze ma tak samo :)


  


   Ruszamy wzdłuż rzeki. Po trawie, polanami i między krowami...... Jak to człowiek potrafi pięknie się zrelaksować w takim otoczeniu. Góry wokoło są jak tama, która nie przepuszcza żadnych trosk...... jest tak sielsko,  nawet krowy przeżuwają leniwie z uśmiechem na twarzy :)

   Gdy zaczynam słyszeć dźwięki obijających się o siebie ekspresów i karabinków  przypiętych do uprzęży..... nawoływania asekurujących chcących zmobilizować swoich przyjaciół na linie, ....tam w górze, robi mi się jeszcze milej....


  


   Imponująco..... ,co też ludziom (i mnie poniekąd również) brakuje w tych główkach, której klepki, że to robią....? Ja wiem, .....ale nie powiem, bo w mgnieniu każdy chwycik w skale będzie zajęty :)


  


   "Wspinamy" się na dziko, wzdłuż skały.....  A tam, na górze, ....klęka u naszych stóp cała dolina....

  

  

 

   W takich chwilach człowiek nabiera szacunku do stworzyciela świata....., na temat, którego możemy jedynie wymyślać sobie przeróżne teorie..... I w jako jednej z niewielu teorii, które głosimy, nikt nam zaprzeczyć nie może, ....bo i nikt prawdy swej pewien być nie może..... no chyba, że ja , swojej.... :)

  

  

  

 

  

      Na koniec w dość dramatyczny sposób się zagubiliśmy, noc nadchodziła wartko, w lesie mościła się ciemność i towarzyszyła nam świadomość, że ostatni kurs "promu" 19.30..... Zeszliśmy ze szlaku, przedzieraliśmy się przez pachnący grozą wąwóz, i żaden kierunek nie wyglądał na dobry kierunek....

 Seba przystanął: DLACZEGO KURWA, JA SIĘ ZAWSZE DZIWIĘ LUDZIOM, KTÓRZY ROBIĄ TO SAMO W HORRORACH ?

  

   Teraz gdy piszę, naszła mnie myśl nad tym, że ta rzeka choć zupełnie prosta na mapie w odcinku, który przemierzaliśmy, na tych zdjęciach cały czas skręca w prawo....

        Czyżby to kolejny psikus stworzyciela, który chciał się zamanifestować w naszym świecie, .....motywując do zastanowienia nad tym czym jest to co widzimy, a czym to co chcemy zobaczyć.....?

niedziela, 25 sierpnia 2013

 

   Jest taki dzień, ...kiedy myśli mkną do słońca.... Patrzysz w takie niebo i się zastanawiasz co Ci daje tyle szczęścia....? Mąż mój poczytuje tego bloga, więc nie ośmielę się nie napisać, że najwięcej on :))))), .....potem jest długo, długo nic i dopiero w oddali pojawia się cała masa tych malutkich rzeczy, które dopełniają me szczęście.... :) i wszystkie one są esencją emocji związanych z bliskimi mi osobami...., a są nimi zarówno przyjaciele jak i wrogowie, którzy określają granice dobra i zła, ....to dzięki wrogom się uczymy zmieniać kierunek swojego życia, ....wiemy, którą drogą mamy nie iść i jakich błędów nie popełniać...., możemy im jedynie podziękować :)

 

          

 

   Od tych rozmyślań, aż mi pióra na głowie wyrosły ! Chyba byłam ptaszkiem w poprzednim życiu, ...a może nim będę w następnym...? :) Czy taki ptak może być w pełni szczęśliwy....? Czy jego niewiedza jest dla niego drogą do beztroskiego życia, czy drogą pełną niepokoju i niemocy wobec życia....? Czy zwierzęta patrzą na nas, ...ludzi - robotów XXI wieku z politowaniem....? Czy ludzie chorzy na umyśle są tymi, którzy poznali prawdę na temat tego kim jesteśmy....? Do czego doprowadzą nas, ludzi nasze oczekiwania wobec życia i przywiązanie do wszystkiego co nas otacza....? Czy gdy będziemy umierać, nie umrzemy z żalu za tym wszystkim co zebraliśmy za życia...?

 

                                     

 

   Jedyna trwoga, która mnie ogarnia gdy rozważam o mojej śmierci to myśl, że będę musiała się rozstać z najbliższą mi osobą, ......no chyba, że ON się wcześniej rozmyśli  :)))

   Stoi taki ON, jak chłopiec, z patykiem w ręku i mi każe zgadywać ile żółwi widzę w jeziorze.. :))


                 


   ....w zasadzie to mi ciągle każe coś zgadywać, a najczęściej zadawane, zagadkowe pytanie to : jaki to helikopter ? A ja, im bardziej staram się je wszystkie spamiętać, tym bardziej ich nie pamiętam :)))

 

                       

 

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

 

  Ostenda, zasłynęła jako jeden z najmodniejszych europejskich kurortów nadmorskich po tym, jak Król Leopold I wybrał ją na letnią rezydencję i często tu bywał..., jaki z tego morał...? Chcesz wypromować swój biznes...?, zaproś Króla :)

   Ale tak naprawdę to wcale mu się nie dziwię, ponieważ miejsce jest naprawdę urocze. Bardzo szerokie, piaszczyste plaże z widokiem na morze i na miasto :) długie, płytkie wejście do wody..., rekiny, meduzy ......i piranie, przy samym brzegu :))) cudo :)

        

 

   Więc my ...., jako prawdziwi turyści, rybka, i to na plaży :)) NASZA, POLSKA RYBKA !!!! plażowicze z prawej i lewej, aż buzie otwierali !! z zazdrości :))

                                        

 

    Znam takie powiedzenie : CO CZTERY OCZY, TO NIE DWA :)))) 

    Dajmy na to taki mężczyzna, ....wydawać by się mogło, że w wielu sytuacjach próbuje robić nam na przekór, ...upiera się przy swoim, ....ma inny pomysł na wszystko :) , ......tak sobie myślę, że on wszystko widzi i analizuje inaczej, wydarza się w nim świat, który reaguje na zupełnie inne bodźce niż nasz, .....sztuka o tym wiedzieć, na każdą sytuacje przynajmniej spróbować spojrzeć z drugiej strony i jest łatwiej....... :)

   Mi w tym pomagają okulary mojego męża,  -ZAKŁADAM..., WIDZĘ MÓJ I JEGO PUNKT WIDZENIA NA DANĄ SYTUACJĘ, I WTEDY JUŻ JESTEM PEWNA, ŻE TYLKO TEN MÓJ JEST  WŁAŚCIWY !!!! :)))))

                      

 

    A wiecie jak bardzo, po całodziennych kąpielach,  chce się pić.....?, co prawda udowodniono ostatnio, że człowiek może w przeciągu doby, bez żadnej szkody dla organizmu wypić litr słonej wody, ......ale ja tam wole pół litra i to czego innego :))

                        

 

.....i żeby nie było, że nie pływałam !!!!

                 

             

sobota, 10 sierpnia 2013

A raczej ekspresowo, gdyż był taki upał, że serce już nad morze ciągneło, do którego z Brugi jest zaledwie 15km.

Nie obyło się też bez wstępnych utrudnień ,... w jednym z kółek rowerowych nie było powietrza. .....a tu obok stoi Pan i akurat pompuje powietrze w swoim rowerze. Gdy jego pompka nie zaradziła na nasze koło, patrzymy, .....a tu stoi jego synek, które jest chętny do wskazania sklepu z dętkami. A tam była nowa i po temacie.

Już jakiś czas temu przygotowywaliśmy się na poznanie Brugi oglądając film: "In Bruges" (Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj) Martina McDonagha. Naprawdę zachęcam do obejrzenia !

Uliczki im węższe, tym piękniejsze..., cudownie ocalałe arterie wodne i dziesiątki mostków i mosteczków nad wstęgami kanałów... zapach kawy i czekoladek...., mnóstwo rowerów i turystów upajających się w ten upał degustacją podawanego tu, bardzo schłodzonego, jednego z 700 gatunków piwa belgijskiego...

     

Brugię otaczają średniowieczne mury obronne z czterema bramami ocalałymi, z dziewięciu. Serce miasta stanowią dwa rynki, Markt oraz mniejszy Burg. Przejście miasta na wskroś spacerem zajmuje około pół godziny,  więc rowerkiem w tym czasie, nie zagladając w każdą dziurę można to zrobić sto razy :)

  

Więc teraz już wiemy dlaczego ludzie zakochują się w tym miejscu....

                                

i dlaczego tu wracają... my też planujemy tu wrócić na kawę o wschodzie słońca, gdy miasto zaledwie jednym okiem będzie budziło się do życia,.... i zobaczyć miasto z pozycji wody :)